sobota, 18 lipca 2009

Aborcja metodą leczenia?

aborcja
Rada Gospodarcza i Społeczna Narodów Zjednoczonych (ECOSOC) wpadła na "genialny" pomysł. Uczyńmy aborcję prawem człowieka i zabieg ten wpiszmy na listę usług medycznych.

Z tym drugim mogę się zgodzić (nie wiem jak jest zdefiniowane przez ONZ "usługa medyczna"), bo aborcja jest jakąś tam usługą medyczną. Jak dla mnie do usług medycznych należą również wszelkiego rodzaju amputacje: nogi, ręki, głowy. Usługą medyczną nazwałbym również wycinanie wszelkich narządów wewnętrznych.

Prawo do ich wykonania ma lekarz, który jest niezmiernie przekonany o skuteczności tych metod w zwalczaniu dolegliwości pacjenta, przy czym lekarz powinien dobierać odpowiednie usługi medyczne do odpowiednich schorzeń pacjenta.

Przypadek I. Pacjent przychodzi do pielęgniarki z lekkim krwawieniem palca twierdząc, że do rany dostały się jakieś zarazki. Większość pielęgniarek wykona wówczas jakieś odkażenie, przeczyści ranę i nałoży jakieś bandaże, albo i ich nie nałoży, zależnie od potrzeb. Co by jednak było, gdyby ten sam pacjent przyszedł z krwawiącym palcem i poprosił o amputacje całej ręki? Amputacja ręki również jest jakimś tam zabiegiem medycznym, który w jakimś stopniu zapobiega zakażeniu. Czy pielęgniarka wówczas bez zmrużenia oka odetnie rękę? Raczej nie.

Zastanówmy się nad czymś podobnym. Kobieta zaszła w ciążę, której jak można się domyślić nie chciała. Przychodzi do lekarza w nerwach mówiąc o tym, że nie jest przygotowana do wychowania dziecka. Co powinien zrobić z tym lekarz? Amputować dziecko? Dokonać aborcji? Wpisanie aborcji na listę usług medycznych pewnie nie obligowałoby lekarza do tego celu, ale uczynienie z aborcji prawa człowieka już tak. Czy jednak aborcja jest tu najlepszą usługą medyczną jaką może wykonać lekarz? Może byłoby lepiej, gdyby najpierw zbadał dziecko, porozmawiał z kobietą na temat innych sposobów w jaki można rozwiązać jej problem. Może wystarczy krótka rozmowa i pokazanie pacjentce, że da radę wychować wspaniałe dziecko, mimo jej lęku? Może lepiej byłoby zaproponować jej jakieś szkolenie o tym jak zajmować się dzieckiem, czego ono potrzebuje, a przede wszystkim zapewniające pacjentkę, że sobie poradzi?

Nadanie aborcji tytułu "prawa człowieka" powoduje, że lekarz nie może odmówić komuś świadczenia tego zabiegu. Cóż to znaczy?

Przypadek II. Do lekarza przychodzi śliczna blondynka, z ładnymi nogami i żąda jeszcze większego upiększania tych nóg (zabieg upiększania nóg, załóżmy, że jest prawem człowieka). Lekarz, mężczyzna, jej nogami jest po prostu oczarowany, co więcej jest świadomy, że jako lekarz nie jest w stanie tych nóg jeszcze bardziej upiększyć. Nie może jednak odmówić, gdyż taki zabieg jest prawem człowieka i nic nie pomaga tu tłumaczenie, że nie da się poprawić tych nóg, a pacjenta prawdopodobnie po zabiegu będzie nie usatysfakcjonowana.

Podobnie z aborcją, jako prawem człowieka. Lekarz musi ją wykonać. Mimo, iż wie, że może dziecko świetnie się rozwija, a kobieta później prawdopodobnie będzie żałowała straconego dziecka.

Oczywiście piszą ten artykuł dokonałem pewnych uproszczeń. Mój wywód jest dość irracjonalny i pewnie niezrozumiały w 100% dla wszystkich. Przed takimi jednak problemami próbowało postawić nas ECOSOC obradujące w Genewie. Równie dobrze mogło obradować nad prawem człowieka do wycięcia dowolnej części swojego ciała, czy nawet nad prawem człowieka do zabicia sąsiada, gdy ten będzie nam przeszkadzał.

Na szczęście kilka krajów się na to nie zgodziło. Wymienia się maleńką Maltę, również niewielką Irlandię i wprawdzie wielką, ale za to podobno zacofaną, Polskę. Pierwsze z tych dwóch krajów nie miały prawa głosu, mogły co najwyżej przekonywać do swojego zdania. Polska miała swój głos i wykorzystała go dobrze.

Dzięki temu sama będzie mogła decydować o tym, kiedy można wykonać aborcję, a kiedy nie. Nie jest to zbyt duży sukces ruchów pro-life. W końcu oznacza to, że każdy kraj może dowolnie regulować kwestie związana z aborcją. Sukcesem jest jednak to, że aborcja nie będzie obowiązkowym świadczeniem medycznym.

Więcej i w trochę inny sposób w artykule: Aborcyjna ofensywa odparta.

Kolejny raz o rodzinie...


Kolejna debata poświęcona rodzinie, jej wartości i tak dalej odbyła się w Nairobi. Dyskutowali w niej przedstawiciele praktycznie całej Afryki. Na podstawie krótkich notek dziennikarskich stwierdzam, że nie działo się tam nic godnego uwagi, nie powiedziano nic nowego, nic odkrywczego.

Co więc powiedziano? Rodzina jest ważna, więzi rodzinne zapobiegają konfliktom, a Kościół w Afryce powinien dbać o żyjące tam rodziny, bo bez tego Afryka skazana jest na dalsze cierpienie. Co do wniosków oczywiście można się zgadzać albo nie. Mnie zastanawia jaki cel mają konferencje, których wynikiem są takie oczywistości. Nie lepiej było do wszystkich uczestników konferencji rozesłać małego biuletynu z przedstawionymi wyżej wnioskami i ekspertyzą potwierdzającą kilku naukowców, zamiast ściągać wszystkich do Nairobi? W zamian organizując kilka rodzinnych festynów dla rodziców z dziećmi w różnych grupach wiekowych?

Może nawet kilka imprez tematycznych: Paintball - zabawa dla ojca i syna, Pomaluj mój świat - o czym marzy moja córka etc. Zabawy te nie tylko w istotny sposób przyczyniałyby się do spalania rodzin, ale z pewnością byłoby o nich więcej słychać wśród przeciętnych Kowalskich (nie wiem jakie jest przeciętne afrykańskie imię) niż o kolejnych konferencjach dla wybranych.

Kościół w Afryce, ale i Kościoły w innych krajach skupiają się na konferencjach, na których pada wiele wzniosłych idei i propozycji. Kto jednak ma je realizować i za co, skoro wiele pieniędzy jest marnowanych na tych właśnie konferencjach?

Inspiracja: "Afrykanie debatowali o rodzinie"

Starokatolicy blisko katolików, lefebryści stawiają warunki

czy starokatolicy i lefebryści będą w jedności z pozostałymi katolikami?
Muszę przyznać, że ostatnio w katolickim świecie jest dość ciekawie. Trwają przede wszystkim rozmowy między Kościołem rzymskokatolickim, a lefebrystami. Dialog ten jest interesujący z dwóch powodów: po pierwsze ze względu na cel, którym jest jedność chrześcijan, po drugie dialog ten jest dość nietypowy.

Lefebryści

Ciężko mi wskazać początek dialogu między obiema Bractwem Kapłańskim Świętego Piusa X, a rzymskimi katolikami, na pewno intensywnym stał się on wraz ze zniesieniem przez Benedykta XVI ekskomuniki z biskupów bractwa. Zdarzenie to pociągnęło za sobą lawinę krytyki wobec papieża Benedykta XVI, która wiązała się z ujawnionymi wypowiedziami jednego z lefebrystów na temat Żydów. Papież wyjaśnił powód swojej decyzji.

Biskupi stali się, więc częścią Kościoła, nadal jednak na lefebrystów nałożona jest suspensa. Rozmowy o jej zniesieniu trwają, bierze w nich udział 10 teologów Bractwa i Kongregacja Nauki Wiary, która niedawno wchłonęła Komisję Ecclesia Dei (odpowiadającą m.in. za kontakty Kościoła z lefebrystami). Rozmowy trwają, równocześnie jednak media donoszą o wypowiedziach lefebrystów, którzy uważają, że Kościół z papieżem na czele odszedł od wiary katolickiej i wzywają go do nawrócenia.

Na podstawie: Biskup lefebrysta: Watykan do nawrócenia

Starokatolicy

Tu sytuacja jest trochę inna. Kwestia połączenia rzymskich katolików ze starokatolikami jest przede wszystkim mniej medialna. W maju bieżącego roku zakończył się międzynarodowy dialog rzymskokatolicko - starokatolicki. Wnioski zostaną przedstawione papieżowi. Problemem są dwie kwestie (prymat papieski i kapłaństwo kobiet). Trudnością jest również wielość kościołów starokatolickich o odmiennych poglądach. Nowo wybrany zwierzchnik Kościoła Chrześcijańsko- katolickiego (starokatolickiego) w Szwajcarii powiedział w wywiadzie: Jeśli w Kościele rzymskokatolickim jest miejsce dla lefebrystów to prawdopodobnie również dla starokatolików. Czyżby zjednoczenie było możliwe?

Na pewno stosunki między rzymskimi katolikami, a starokatolikami są mniej wrogie niż stosunki Kościoła i lefebrystów.

Na podstawie: "Starokatolicy chcą do Rzymu?"

piątek, 17 lipca 2009

Wynik wojny religijnej czy błąd armii? - cz. 2

Kościół w AlgieriiDziś, a właściwie wczoraj stałem się posiadaczem nowych informacji o śmierci siedmiu trapistów w Algierii.

Francuzki dziennik katolicki "La Croix" podaje, że trapiści istotnie zostali uprowadzeni przez islamskich ekstremistów, później jednak zostali zabici (przez pomyłkę) przez algierską armię. Informację o zamordowaniu trapistów przez fundamentalistów przekazał opinii publicznej algierski wywiad CTRI. Kłamstwo ciężko było w wiarygodny sposób przedstawić. Zmasakrowane ciała jednoznacznie wskazywały na sposób w jaki zginęli mnisi. Trzeba było, więc pozbyć się ciał, a jednocześnie dostarczyć je na pogrzeb. Dlatego też odcięto głowy trapistów i tylko je umieszczono w trumnach, jednocześnie nie pokazując nikomu ich zawartości. "La Stampa" donosi, że trumny zostały otwarte tylko i wyłącznie dzięki uporowi opata Veilleux, który według tej gazety prowadził coś w rodzaju prywatnego śledztwa. Sam jednak temu zaprzecza w rozmowie z Tygodnikiem Powszechnych.

"Mam wrażenie, że wkopałem się z historię, nad którą nie mam już kontroli" - miał powiedzieć przyjaciołom dziennikarz Didiera Contanta tuż przed tym, jak znaleziono go martw pod oknem, z którego miał wyskoczyć. Wcześniej spotykał się z rodziną jednego z trapistów, a nawet odwiedzał wioski w Algierii próbując odtworzyć przebieg wydarzeń i robiąc liczne fotografie.

Śmierć dosięgła również innego zainteresowanego sprawą człowieka. Był nim biskup diecezji Oran, Pierre Claverie. Zginął jadąc samochodem, który nagle wybuchł. Niektórzy przypuszczają, że zginął dlatego, że za dużo mówił i za dużo chciał wiedzieć o śmierci trapistów. Biskup ten żądał możliwości rozmowy z ówczesnym ministrem spraw zagranicznych Francji, nie zgodziły się na to władze Algierii. Francuski minister zmienił jednak plan swojej podróży. Przypuszcza się, że śmierć biskupa była odwetem rządu za tą wizytę.

Czy śmierć biskupa miała związek z zabójstwem trapistów? O. Armando Veilleux mówi, że "to bardzo możliwe. Ale potrzeba dowodów." Zakonnik również należy do tych, którzy nie wierzą oficjalnej wersji wydarzeń. Wyraźnie wypowiadał swoje zdanie na ten temat przez co naraził się innemu algierskiemu biskupowi, który w trosce o Kościół w Algierii przyjął oficjalną wersję wydarzeń.

Rozstrzynięcia sprawy domaga się coraz większe grono ludzi. Nicolas Sarkozy powiedział wprost: "Domagam się prawdy! Relacja pomiędzy wielkimi państwami powinny opierać się na prawdzie, nie na kłamstwie." Algierskie gazety odpowiadają mu twierdzeniami, że sprawa zamordowanych trapistów jest kwestią polityki Francji, która ma dość imigrantów z Algierii, a także popiera Monako w kwestii rozszerzenia kontyngentu ONZ.

W całej sprawie chciałoby się powtórzyć pytania o. Armanda: "Dlaczego w trumnach były tylko głowy? Co zrobiono z ciałami braci? Z jakiego powodu wysiłki władz francuskich, które usiłowały odbić trapistów, spełzły na niczym? Czemu w pewnym momencie w ogóle je zawieszono? Co działo się z moimi współbraćmi przez dwa miesiące niewoli?". Być może wkrótce poznamy odpowiedź na te pytania.

Powyższy artykuł jest dopowiedzeniem do artykułu: Wynik wojny religijnej czy błąd armii?

Na podstawie:
Spisek przeciw prawdzie, Joanna Brożek (Tygodnik Powszechny)
Pytania bez odpowiedzi, wywiad z o. Armandem Veilleux (Tygodnik Powszechny)

czwartek, 16 lipca 2009

Czy będzie można zobaczyć Arkę Przymierza?



Kościół etiopski obiecał pokazać Arkę Przymierza. Informuje dziś o tym między innymi ekai.pl. Patriarcha Kościoła Etiopskiego abuna Paweł zapewnił, że świat będzie mógł podziwiać Arkę.

Po wielu stuleciach, w których skrzynia z m.in. Dekalogiem i laską Aarona była uważana za zaginioną ktoś podał oficjalną informację o jej istnieniu, wraz z podaniem miejsca jej obecnego przybywania. Wszystko jednak może okazać się zwykłym blefem. Wiedzą o tym wszyscy poszukiwacze zaginionej Arki, którzy równocześnie twierdzą, że jest to tylko kopia.

Jak jest naprawdę, być może przekonany się niebawem.

środa, 15 lipca 2009

15 dni na pustyni poza pustynią codzienności



Długo zastanawiałem się nad nazwaniem tego postu w taki sposób, aby najlepiej prezentował to co chcę przekazać. W tych siedmiu słowach wyraża się wszystko.

15 dni - to określenie czasu. Odnosi się do czasu trwania rekolekcji Ruchu Światło - Życie

Na pustyni - tu: jest to określenie wyrażające, jak ludzie widzą miejsce, w którym odbywają się rekolekcje. Nie ma tam telewizji, Internetu, zalecane jest zerwanie łączności z własną komórką. Dla normalnych ludzi jest to pustynia ówczesnego świata, w końcu dziś ciężko przeżyć bez Internetu czy telewizji.

Dla "oazowiczów" również może być to rodzaj pustyni. Tylko, że pustyni błogosławionego nabierania sił.

Ostatnie wyrażenie brzmiało: "poza pustynią codzienności". Użyłem tego wyrażenia dlatego, że czasem mam wrażenie, że nasz świat jest codzienną pustynią, w której nie ma Życia, wszędzie tylko ten piach i wydmy.

Przed długie lata zostałem ukształtowany na obrzeżu tych dwóch miejsc. Codziennie zmierzam się z pustynią codzienności. Przed krótki czas przybywam na oazę, aby tam nabrać wody. Przebywając i w jednym i w drugim miejscu czuję, że muszę je opuścić, wrócić, albo po to, aby zaczerpnąć wody, albo po to, aby powiedzieć innym, gdzie tą wodę znaleźć.

W tym wszystkim dominuje jeszcze jedna myśl: "Nie jestem ani z pustyni, ani z oazy". Czy kiedyś wrócę w to upragnione i utęsknione miejsce, z którego pochodzę?

wtorek, 14 lipca 2009

O złych duchach, opętaniu i egzorcyzmach

W Częstochowie odbywa się Europejska Konferencja Międzynarodowego Stowarzyszenia ds. Uwalniania. Jest to wyśmienita okazja, aby wejść w świat spraw, którymi zajmują się egzorcyści.

Większość z nas świat ten kojarzy się z fikcją i bujdą. Chcielibyśmy, aby tak pozostało. Nie będę ukrywał też chciałbym, aby monstra wszelkiego rodzaju były tylko wymysłem ludzkiej wyobraźni, albo choćby wynikiem chorób psychicznych, które w jakiś sposób da się wyleczyć, a w przyszłości również im zapobiegać. Zresztą ciężko jest uwierzyć w złe duchy, bo jak niby miałyby one wyglądać?

Ośmieszany już wielokrotnie wizerunek diabła ze średniowiecznych malowideł i współczesnych kreskówek jest obecnie najlepszym dowodem na nieistnienie diabła. Nie wiem, kto wysnuł taką tezę, ale jak dla mnie nie jest ona argumentem ani za istnieniem diabła, ani przeciw jego istnieniu. Przecież to tylko nasze wyobrażenia, które w najlepszym przypadku z szatana i wszelkich złych duchów czynią coś w rodzaju postaci materialnej lub przynajmniej zdolną dla opisania przeciętnemu kilkulatkowi. Na tym niestety zatrzymuje się wiedza wielu ludzi o zjawisku "złych duchów". Wizja złych duchów pochodzi tu również z wszelkiego rodzaju horrorów. Ciągle jest to jednak wiedza, którą o szatanie można zaaplikować co najwyżej dziecko w podstawówce.

Nieświadomie o okultyzmie dowiadujemy się również z seriali telewizyjnych. Oczywiście nie wszystkich. Obecnie w telewizji możemy oglądać zmagania czarodziejek ze złymi mocami. Cały serial opatrzony jest pojawiającymi się raz na jakiś czas symbolami okultyzmu. Oczywiście mało kto serial uważa za źródło wiedzy o złych mocach. Co więcej są one przedstawione w dość karykaturalny sposób i są obdarzone ludzkimi cechami. Takie przedstawienie złych sił również ogranicza naszą wiedzę o nich do czystej fantazji.

Powyższe argumenty, za czymkolwiek by one nie były mógłbym wypisać na tym blogu będąc w gimnazjum, a podstawówce święcie wierzyłbym, że to prawda nie zdając sobie do końca sprawy o co chodzi.

To oczywiście nie koniec rozważań o szatanie, opętaniu i egzorcyzmach. Teraz chciałbym przejść do kwestii związanych z nauczaniem Kościoła. Tu napotykamy na pewien mur między wiedzą powszechnie przez kapłanów głoszoną, a prawdą. Kapłani zdają się tylko potwierdzać, że szatan istnieje nie mówiąc jednak o nim nic więcej. Popularnym aforyzmem padającym czasem w środowiskach jest "szatanowi zależy na tym, aby ludzie myśleli, że go nie ma". Jeśli, więc wierzyć w obecność Szatana, możemy z całą pewnością powiedzieć, że jego plan jest jak najlepiej zrealizowany. Ze złych duchów i nauczania o nich śmieje się wielu ludzi, a sami kapłani wiedząc o ich działaniu ciut więcej tak naprawdę nie wiele o tym mówią, oprócz krótkich zdań potwierdzających jego istnienie typu: "strzeżcie się Szatana" lub komentarzy do Ewangelii, w których raz po raz występują złe duchy.

Dobra Nowina jest podstawowym dowodem na istnienie złych duchów. Raz są to duchy, które trzeba zwalczać modlitwą i postem. Innym razem takie, które wraz ze stadem świń rzucają się na śmierć w wodzie po opuszczeniu wcześniej opętanego. Warto tu wspomnieć kilka słów o samym istnieniu opętanych. Opis w Piśmie Świętym raz po raz zaświadczają nam o istnieniu ogarniętych mocą złego ducha ludzi. Sam Jezus naucza, że każdy ze złych duchów, którego uda się wyrzucić później wraca wraz z siedmioma jeszcze silniejszymi od siebie złymi duchami, aby nie pozwolić człowiekowi na znaczącą poprawę swojego życia. Dla mnie świadectwo płynące z Ewangelii jest wystarczającym, aby mu wierzyć.

To jednak mimo wszystko jest trudne. Zwłaszcza, gdy wspomnie się o tym, że Szatan nie tylko istnieje, ale również jest powodem opętania. Wielu czytelników tej notki z pewnością choć trochę interesuje się kwestią opętania. Z pewnością oglądaliście film Egzorcyzmy Emily Rose. Widzowie tego filmu dzielą się na dwie kategorie: wierzących w opętanie sceptyków i uważających rzekome egzorcyzmy za fikcję, samo zaś kapłana egzorcysty za oszusta. Podobne zdanie dotyczy również innych popularnych w mediach spraw związanych z tematem opętania.

Ciężko wymagać od człowieka, który nie wierzy w Szatana uznania możliwości istnienia opętania. Ciężko wymagać tego nawet od osoby święcie przekonanej o miłości Boga względem człowieka. Co na temat egzorcyzmów wiedzą duchowni, którzy zajmują się nimi na co dzień?

Ksiądz Gferkowicz mówi wprost: „Gdy ktoś przychodzi i mówi: ‘jestem opętany’, to na 100 proc. tak nie jest. To raczej problem choroby psychicznej”. Nie znaczy to, że złych duchów nie ma, że nie ma ludzi naprawdę opętanych. Dzisiejsi egzorcyści współpracują z psychiatrami i psychologami, aby odróżnić choroby psychiczne od prawdziwych opętań. Ten sam kapłan podkreśla jedna, że "złe duchy, czyli upadłe anioły istnieją i nie ma co do tego żadnych wątpliwości".

Egzorcysta mówi również o pewnych objawach, które jako ludzie uważamy za coś normalnego, tymczasem są one właśnie wynikiem działania złego ducha. Owszem nie każdy z tych przypadków trzeba od razu poddawać egzorcyzmowi, w części przypadków wystarczy wykwalifikowana pomoc lekarza lub psychologa. Jeśli pomoc medyczna czy psychologiczna nie jest w stanie pomóc, a w wyraźny sposób pomaga dopiero modlitwa wówczas uznaje się, że zły stan człowieka wynikał z działania złego ducha.

Artykuł ten oczywiście nie wyczerpuje tematu egzorcyzmów i opętania. Jest on zaledwie podstawową informacją na ten temat. Myślę, że dla przeciętnego katolika powinna ona wystarczyć. Choć już w tym momencie przychodzi mi myśl, aby rozwinąć poruszane zagadnienie choćby o kwestię egzorcyzmów w historii. Z pewnością nie było to wówczas tak klarowne jak obecnie. Czy jednak odnajdę wystarczające materiały, aby móc rzetelnie przedstawić ten temat? Pewnie okaże się wkrótce.

O samej konferencji informuje portal ekai.pl w "Egzorcyści na Jasnej Górze
" (jest on również źródłem części informacji dotyczących opętania, między innymi słów egzorcysty).

Samobójca niepotępiony, samobójstwo potępione

Czy samobójca może być zbawiony? To pytanie padało na wielu zajęciach z religii. Często jednak pozostawało bez wyraźniej odpowiedź. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że teologia moralna odróżnia czyn jako taki od czynu konkretnego człowieka.

Czyn jako taki, jest to czynność niezwiązana z konkretną osobą, czyli w tym przypadku samobójstwo. Z nauczania Kościoła wiemy, że jest to grzech przeciwko przykazaniu nie zabijaj. Człowiek popełniający samobójstwo sam siebie zabija, a co za tym idzie nakłada na siebie grzech ciężki, a ponieważ umiera będąc w stanie grzechu ciężkiego zostaje potępionym. To jednak pewne uproszczenie, które musiało zostać zweryfikowane z uwagi na odkrycia nauki dotyczące świadomości samobójców. Psychologia stwierdziła, że większość samobójców jest w momencie akt niepoczytalna, nie może być więc świadoma popełnianego przez siebie grzechu.

Jak należałoby to rozumieć? Tu wchodzimy już w życie konkretnej osoby, konkretnego samobójcy. Popełnił on grzech śmiertelny, popełniając samobójstwo. Jednocześnie jednak prawdopodobnie nie był on świadomy tego co robi. Co za tym idzie nie spełnił jednego z trzech kryteriów uznania grzechu za ciężki. W tym wypadku kwestia jego ewentualnego zbawienia lub potępienia nie jest już taka pewna. Można wręcz powiedzieć, że ma on szanse na zbawienie.

Oczywiście to kwestia nauki Kościoła, dużo lepiej nasze dusze zna Bóg, który wie, jakie grzechy popełniamy świadomie, a jakie nieświadomie. Wie w końcu dlaczego ktoś zdecydował się na samobójstwo i tego dokonał. Nie naszą rzeczą jest osądzać człowieka zamiast Boga, naszym jednak przywilejem jest możliwość modlitwy za zmarłych, również za zmarłych samobójców, aby Bóg ze swej woli dał im łaskę zbawienia.

poniedziałek, 13 lipca 2009

Bóg urojony - Debata na temat ateizmu w Polsce



Czy ksiądz może odmówić pogrzebu?

Są okoliczności, w których kapłan może odmówić rodzinie zmarłego pogrzebu. Taką okolicznością jest przede wszystkim złożony na ręce kapłana akt apostazji, czyli odejścia z Kościoła. Podobnie może być, jeśli sam zmarły wyrazi przed śmiercią wolę, aby nie chowano go w obrządku katolickim. Przy czym wówczas najczęściej kapłan przyjmujący zgłoszenie po prostu o tym nie wie. Rodzina zmarłego jest jednak zobowiązana do uszanowania woli zmarłego.

Kapłan może odmówić katolickiego pogrzebu jeszcze w jednym przypadku, gdy ma wyraźne przesłanki, by stwierdzi, że pragnąca pochówku osoba, nie uczestniczy we mszy świętej, nie pojawia się w parafii, ani nie przyjmuje księdza po kolędzie. W taki wypadku proboszcz parafii może odmówić udzielenia pogrzebu, podejrzewając, że zmarł nie wierzył, a co za tym idzie również nie pragnął katolickiego obrządku na swoim pogrzebie. W takim wypadku rodzina może odwołać się do kurii, a ta z reguły zmienia decyzję księdza proboszcza.

Odnośnie pogrzebu, ważne jest również to, że nie przybliża on nikogo do zbawienia. Chrześcijański pogrzeb jest świadectwem wiary o zmartwychwstaniu oraz pożegnaniem bliskiej osoby w nadziei, że zmarły przeszedł do życia wiecznego.

Na podstawie: ekumenizm.pl