Wywiad pochodzi ze strony ekai.pl.
26 stycznia Kościół katolicki w Polsce obchodził po raz 10. Dzień Islamu. Komu jest on bardziej potrzebny – katolikom czy muzułmanom?
Ks. Wąs: Myślę, że jednym i drugim. Pomysł ten ma jednak przeciwników...
Czego się obawiają?
– Przede wszystkim stawiane są pytania czy wobec tak nikłej obecności muzułmanów w naszym kraju potrzeba nam specjalnego Dnia Islamu? Nie ma przecież takiej inicjatywy w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii – krajach, w których społeczność muzułmańska jest najliczniejsza.
Druga rzecz, to obawa przed promocją islamu. Kolejna przyczyna krytyki wynika z nieznajomości tej religii: jej wyznawcy kojarzeni są przede wszystkim z terroryzmem, sianiem zamętu... Od idei Dnia Islamu dystansują się też tzw. tradycyjne środowiska katolickie, które myślą być może bardziej w kategoriach ekskluzywizmu, aniżeli oficjalnie głoszonego przez magisterium Kościoła inkluzywizmu.
Tymczasem nie chodzi o promowanie islamu. Chodzi o to, że nam, katolikom potrzeba wiedzy, rzetelnej informacji. Powinniśmy poznać prawdziwe oblicze współczesnego muzułmanina. Tym bardziej, że wizerunek ten jest zachwiany – zdominował go właśnie obraz terrorysty. Muzułmanie oczywiście sami są temu winni, bo główni autorzy wielkich ataków terrorystycznych powoływali się na swoją religię. Ale trzeba spojrzeć obiektywnie i powiedzieć, że tacy ludzie to niewielki procent muzułmanów. Zdecydowana większość pragnie pokoju, chce także normalnych relacji z chrześcijanami. Takie jest właśnie przesłanie Dnia Islamu i dlatego potrzebujemy tego dnia jako katolicy.
Druga sprawa to poznawanie islamu. Oczywiście, ta religia jest zróżnicowana, ma wiele nurtów i trudno mówić o poznaniu islamu jako takiego. Informowanie o nim, chociażby raz w roku przypomina jednak, że to ważna religia; że jej wyznawcy odwołują się do zasad monoteistycznych, do jednego Boga i wielu rzeczy, o których mówił Jan Paweł II i Sobór Watykański II. Myślę, że jako katolicy obchodzący ten Dzień wpisujemy się w ów nurt odkrywania właściwego obrazu muzułmanina i islamu – takiego w którym także sami muzułmanie mogą się odnaleźć.
Czy odkrywając islam można głębiej odkrywać własną tożsamość religijną?
– Oczywiście. Taki jest też cel dialogu międzyreligijnego – odkrywanie mojej własnej tożsamości, pogłębianie jej. Jan Paweł II mówił o tym wielokrotnie. Chodzi o to, żebyśmy w spotkaniu z tym drugim człowiekiem, który myśli inaczej, jest odmienny – zastanawiali się nad sobą. Wchodząc w dynamikę takiego spotkania wielokrotnie musiałem wyjaśniać muzułmaninowi, który chciał się czegoś więcej dowiedzieć, podstawowe prawdy wiary językiem bardzo prostym. Choćby tajemnicę Trójcy Świętej. I trzeba się było mocno „nagimnastykować”, żeby znaleźć jakąś adekwatną terminologię, żeby przynajmniej spróbować ten problem przedstawić. Ale dzięki temu odkrywałem nowe zakamarki piękna własnej tradycji.
Mówimy „dialog międzyreligijny” i jest to sformułowanie, które na dobre zagościło w tradycji Kościoła. Wielkim promotorem takiego dialogu był Jan Paweł II. Ale wydaje się, że Benedykt XVI wolałby raczej mówić o „dialogu międzykulturowym”.
– Owszem, podczas obecnego pontyfikatu akcenty zostały nieco przesunięte, ale bardzo bym chciał, aby katolicy, zwłaszcza bardziej krytyczni wobec dialogu z innymi religiami, nie odbierali pontyfikatu Benedykta XVI jako antydialogowego. Dialog międzyreligijny umieszczony w kontekście międzykulturowym wskazuje być może na szerszą perspektywę. W takim dialogu musimy sięgać przede wszystkim do spraw, które nie tyle nas łączą czy dzielą jeśli chodzi o nasze tradycje religijne, ale poszukiwać elementów, w które możemy się wspólnie zaangażować dla dobra ludzkości. Gdyby wyznawcy obydwu religii poszli w tym kierunku, to myślę, że osiągnęlibyśmy bardzo wiele.
Zarówno chrześcijaństwo jak i islam są religiami misyjnymi. Czy – ujmując rzecz realistycznie – naprawdę możemy zakładać, że te półtora miliarda muzułmanów, których wciąż zresztą przybywa, przyjmie Ewangelię Jezusa Chrystusa?
– Sprawa jest niesamowicie skomplikowana i ciekawa. W tym miejscu, jako ludzie wierzący, dotykamy też kwestii działalności Ducha Świętego. Myślę, że On ma swój plan, który realizuje. Rzeczywiście, zarówno islam jak i chrześcijaństwo mają w sobie – jako religie uniwersalne – imperatyw misyjny. Ważny jest więc ów moment spotkania i misjonowania. Mnie, misjonarzowi, zależy na tym, aby Ewangelia dotarła do jak najszerszej społeczności świata. Podobnie jest z muzułmanami, którzy bardzo poważnie traktują swoje misyjne zobowiązanie zwane da’wa, co należałoby przetłumaczyć jako „zaproszenie”. I oto na tym froncie spotykają się dwaj misjonarze z obu stron i pojawia się pytanie o sposób realizowania ich misji. Chodzi o to, byśmy wypracowali sobie taką przestrzeń, w której możemy nawzajem siebie szanować.
Dla nas, chrześcijan, najważniejszy w tym misjonowaniu nie jest człowiek, który głosi Ewangelię, tylko Duch Święty. Ja nie mogę przeszkadzać Duchowi Świętemu z taką cichą nadzieją, że On wykonuje konkretne dzieło przeze mnie. Myślę, że obie strony kochając swoją religię chcą przekazać drugiemu to, co jest najcenniejsze. Tak, jak matka chce przekazać swoim dzieciom określoną tradycję. Podobnie jest z nami, misjonarzami. Chciałbym, aby jak najwięcej muzułmanów przyjęło chrześcijaństwo, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że to nie jest kwestia mojego zaangażowania, ale działalności Ducha Świętego.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą islam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą islam. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 25 stycznia 2010
wtorek, 7 lipca 2009
Wynik wojny religijnej czy błąd armii?
W Algierii religią państwową jest Islam. Na mocy ustaw innym religią nie wolno nawracać, nie wolno publicznie prezentować swojej wiary. Są również islamscy ekstremiści, którzy usiłują siłą zaprowadzić jedyną właściwą religię.
Tak było m.in. w 1993 roku, kiedy to klasztor trapistów w Tibhirine przeżył pierwsze najście terrorystów. Wówczas nikt nie zginął. Przeor zakonu, o. Christian de Cherge napisał wówczas list, w którym wspomniał, że jeśli kiedyś przyjdzie mu zginąć z rąk terrorystów, to chciałby, aby wszyscy pamiętali, że oddał on życia Bogu i temu krajowi.
Według oficjalnie przyjętej wersji 23.03.1996 do klasztoru wkroczyli członkowie Islamskiego Frontu Zbawienia i porwali siedmiu mnichów. Z rządem francuskim negocjowali w sprawie ich uwolnienia ich jeńców w zamian za uwolnienie mnichów. Francja nie zgodziła się na takie warunki, a 27.05.1996 Islamski Front Zbawienia ogłosił, że wszystkich siedmiu trapistów zastało ściętych. Odnaleziono tylko ich głowy, nikt nie znalazł ich ciał. Obecnie na podstawie tych informacji trwa proces kanonizacji. Potwierdzeniem tej wersji są relacje brata, który ocalał, bo w klasztorze akurat przebywali goście, a sami terroryści poszukiwali 7 mnichów (a było ich wówczas w klasztorze 9). Sprawa wydaje się rozwiązana również na podstawie relacji samego Islamskiego Frontu Zbawienia. Czy jednak na pewno?
Wątpliwość pojawia się ze strony zeznań jednego emerytowanego generała, które złożył on 25 czerwca. Według niego wersja wcześniej przeze mnie przedstawiona powstała ze względów dyplomatycznych. Prawda jest taka, że trapiści zostali zabici przez pomyłkę, kiedy to armia algierska przeprowadzała operacje wojskowe przeciwko islamskim ugrupowaniom w rejonie wiosek Bilda i Medea. Piloci mieli zobaczyć ognisko i w okół niego ludzi. Żołnierze będąc przekonani, że jest to obóz ekstremistów i ostrzelali ich. Po wylądowaniu przekonali się o tym, że zabili mnichów z pobliskiego klasztoru.
Najnowsze informacje rzucają na sprawę zupełnie nowe światło, choć z drugiej strony ciężko uwierzyć w taką pomyłkę. Jednocześnie informacje tego typu otoczone są tajemnicą wojskową. Dotyczy to w jakiejś części zarówno postępowania dyplomatycznego w sprawie uwalnienia trapistów, jak i samej operacji wojskowej.
Warto wspomnieć jeszcze o liście opata generalnego trapistów, jaki ten napisał po wspomnianych wydarzeniach. Zwraca on w nim głównie uwagę na wspomniane wydarzenia od strony wiary. Podkreślający heroizm cnót i cytując niektóre listy przeora. Przypomina na przykład o tym, że miejscowe władze proponowały zakonnikom wojskową ochronę, której oni nie chcieli. Podobnie odmówili schronienia w nuncjaturze apostolskiej.
W 2007 roku trapiści zdeklarowali chęć powrotu do klasztoru w Tibhirine. Obecnie prawdopodobnie przebywa tam również trapista z Polski.
Więcej informacji w moim nowym artykule o zabójstwie trapistów w Algierii.
Źródła:
sobota, 9 maja 2009
Religijna prasówka - 8 maja 2009
Temat dnia: I dzień pielgrzymki Benedykta XVI do Ziemi Świętej - Jordania
O tym jaka będzie rozpoczęta dzisiaj (a właściwie wczoraj) pielgrzymka papieża do Ziemi Świętej media religijne debatują już od kilku tygodni (pozytywne komentarze pojawiają się nawet w Jordanii wśród muzułmanów). Jest w końcu o czym rozmawiać, gdyż pielgrzymka z wielu powodów do łatwych nie należy. O części spodziewanych problemów, ale również o tym co dobrze wróży pielgrzymce Benedykta XVI można przeczytać w artykule "Jestem Benedykt, Wasz brat". Chcąc mieć pełniejszy obraz stosunków katolicko- żydowskich, tak ważnych w kontekście obecnej pielgrzymki warto przeczytać również wywiad z rabinem, którego zadaniem jest dialog między religijny.
Jaka będzie (a właściwie już jest) ta pielgrzymka? Z pewnością co najmniej równie trudna, jak ta do krajów Afryki. Mimo to wszyscy oczekują jej z nadzieją w sercu. Benedykt XVI w czasie konferencji w samolocie powiedział o najtrudniejszych sprawach. Przekonywał, że polityczne problemy Ziemi Świętej, są również problemami całego Kościoła. Jednocześnie jednak podkreślał bezstronność Kościoła w konflikcie izraelsko - palestyńskim, gwarantując pomoc w dążeniu do pokoju.
Cały przebieg pierwszego dnia pielgrzymki dostępny jest na stronie KAI. Ze swojej strony przytoczę jednak krótki opis pierwszego dnia pobytu papieża w Jordanii. Na lotnisku został on przywitany przez mieszkańców Jordanii, a przede wszystkim przez króla Abdullaha II i królową Ranią. Słowa powitań (zarówno króla, jak i papieża) były pełne wdzięczności i wzajemnego zrozumienia. Obaj przywódcy podkreślali rolę dialogu religijnego i wolności religijnej, jaka ma miejsce w Jordanii. Benedykt XVI dziękował za umożliwienie godnego życia chrześcijanom na terenie Jordanii. Powiedział również o miejscach biblijnych na terenie królestwa. Później papież udał się do ośrodka Regina Pacis w Ammanie. Przywitał się słowami: "Salam alejkum". Wzbudziło to entuzjazm wśród zebranych. Papież do chorych wielu wyznań powiedział, aby siły do przezwyciężania trudności szukali w Bogu. Po przemówieniu pojechał do nuncjatury apostolskiej, a następnie odwiedził króla i królową w pałacu.
Pozostałe wybrane tematy
Mimo długiego tematu głównego muszę podzielić się również innymi nowinami ze świata religii, zwłaszcza, że są moim zdaniem ciekawe, a jednej z nich nie powstydziłby się nawet popularny dziennik z dużą ilością zdjęć i dużymi tytułami artykułów bez treści. Cóż to za wiadomość? O tym później.
Najpierw o przełomowym zdarzeniu w Wittenberdze. Otóż 11 maja odwiedzi ją najwyższy dostojnik kościoła katolickiego, jaki kiedykolwiek pojawił się w tej miejscowość. Jest nim nuncjusz apostolski w Niemczech. Co więcej będzie on gościem sympozjum, które dotyczy zbliżającej się rocznicy Reformacji. Wspólne świętowanie tej przykrej rocznicy może być dla nas drogą do pogodzenia się i do nastania ewangelicznej "jednej owczarni". Więcej w artykule.
Kardynał Cañizares, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów - uważa, że od czasów Soboru Watykańskiego II jeszcze nie udało nam się odnowić ducha liturgii. Budujące jest zwłaszcza wezwanie do uzupełnienia formacji seminaryjnej o teoretyczne i praktyczne poznanie różnych rytów sprawowania Eucharystii.
Na koniec obiecany news rodem z tabloidu. Jan Paweł II zostanie wyniesiony do chwały ołtarza w okolicy piątej rocznicy śmierci. Wszystko pięknie i ładnie dopóki nie przyglądniemy się bliżej wypowiedzią prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Pięć gwiazdek przyznaję za stwierdzenie: "Gdy tak sprawy stoją, hipotezę tę można uznać, by tak rzec, za technicznie nie utopistyczną". Pozostaje mi więc zakończyć dzisiejszy przegląd słowami: "Gdy tak się sprawy mają, zakończenie to można uznać, by tak rzec, za technicznie prawidłowe". Do następnego posta.
Subskrybuj:
Posty (Atom)