środa, 16 września 2009

Czesi, a ekumenizm


Chciałbym jeszcze kilka słów poświęcić Czechom i ich wierze. Tym razem przez pryzmat działalności ekumenicznej między Kościołami różnych wyznań. W przypadku Czech jest to przede wszystkich Kościół katolicki i Kościół protestancki. Ten drugi to głównie husyci. Kontakty międzyreligijne nieograniczają się jednak tylko i wyłącznie do wspólnot chrześcijańskich, np. wspólne oświadczenie przeciw eutanazji oprócz chrześcijan podpisała również Rada Gmin Muzułmańskich i gminy żydowskie.

Najbardziej zażyłe więzi łączą jednak Ekumeniczną Radę Kościołów z Kościołem katolickim. Łączy ich wspólna Karta Ekumeniczna. Podpisanie tego typu dokumentów ułatwia wspólna historia kapłanów i pastorów, którzy byli skazywani przez władze okupantów, a później również przez komunistyczne władze Czech. We wspólnych celach nie tylko rozmawiali ze sobą, ale również wspólnie studiowali Pismo Święte. Te praktyki stworzyły pewną unikatową więź między Kościołami.

Dzięki temu do szpitali i wojska wysyłani są kapelani wybrani spośród wszystkich wyznań. Kapelan danego wyznania zajmuje się zarówno współwyznawcami, jak i innymi chrześcijanami. Nie stwierdzono przypadków prozelityzmu. Jest to z pewnością wielki dar jedności chrześcijan na terenie Czech.

Ekumenizm ten nie dotyczy tylko kapłanów, ale również zwykłych świeckich. Wspólny Bóg ułatwia wspólne kontakty wiernych różnych wyznań. Owszem nie można zapomnieć o drobnych sprzeczkach. Mają one jednak charakter lokalny.

Wspólnym problemem wszystkich chrześcijan są atakujący ich ateiści. Negatywna atmosfera jest przekazywana również przez polityków. Znamiennym przykładem jest próba odzyskania kościelnych własności, która do tej pory nie odniosła skutku. Pod tym względem o wiele łatwiejsze są relacje między rządem, a gminami żydowskimi, które już odzyskały zagrabione mienie.

Więcej w wywiadzie z przewodniczący Ekumenicznej Rady Kościołów w Czechach

Zapraszam również do przeczytanie również innych moich artykułów o pielgrzymce Benedykta XVI do Czech.

wtorek, 15 września 2009

Ciało obce w Czechach

Kościół w Czechach - struktura
Czechy to kraj, który przede wszystkim kojarzy się z piwem i knedlami. Benedykt XVI do Czech nie jedzie ze względów kulinarnych. Cel jego podróży jest ściśle religijny, Benedykt jedzie pomodlić się wraz z Czechami.

Jaka jest jednak Czeska religijność? Społeczeństwo Czech jest dotknięte silną sekularyzacją, nie można zapomnieć również o historii: o Janie Husie, konsekwencjach reformacji czy o bardziej współczesnej sowietyzacji. Jednocześnie z historii Polski wiemy, że to właśnie Czesi sprowadzili do nas chrześcijaństwo, a Kościół Czech dał nam zarówno Dobrawę, jak i św. Wojciecha. Jaki jest Kościół w Czechach?

Znawcy twierdzą, że Czech wyprzedzają Polskę pod względem sekularyzacji o dwie, może trzy generacje. Historia tych, którzy przynieśli nam chrześcijaństwo, nie jest taka prosta jak nasza. Polskie chrześcijaństwo po prostu przerodziło się w katolicyzm. Czechy zostały dotknięte przez brutalnie przebiegającą reformacje, która spowodowała dwie wojny domowe. Prowadzona w XVII wieku rekatolizacja Czechów do dziś pokutuje niechęcią wobec Rzymu. W jej procesie Czesi stracili w końcu elitę intelektualną. Dopiero pod koniec XVIII wieku Józef II wydał edykt tolerancyjny. Czasów tych doczekała jednak niewielka ilość reformowanych chrześcijan.

To jednak nie koniec trudności Kościoła w Czachach. Kolejny problem Kościoła katolickiego pojawił się wraz z powstaniem Czechosłowacji. Jej władze nie były otwarte dla tego odłamu chrześcijaństwa. Ponad milion Czechów przestało wyznawać katolicyzm. Część z nich pozostało jednak protestantami.

Kolejnym krokiem ku sekularyzacji była II Wojna Światowa, a raczej jej następstwa. Podobnie jak Polska Czechosłowacja znalazła się między dwoma potęgami. Dla nich moskiewska odsiecz była jednak czymś pozytywniejszym niż dla Polaków. Wprowadzenie reżimu komunistycznego bardzo uderzyło we wszystkich wierzących. Pluralizm religijny utrudnił zjednoczenie się narodu przeciw ateistycznej propagandzie. W Czechach właściwie nie istniała katolicka opinia publiczna. Wręcz przeciwnie w społeczeństwie rozwijała się antypatia do Rzymu. To wszystko ułatwiło pracę zwalczającym Kościół katolicki.

Wśród czeskich kapłanów było stosunkowo więcej ofiar komunizmu niż wśród polskich kapłanów. Zanikały wszelkie obrazy pobożności ludowej. Rodzice z obawy o życie dzieci nie przekazywali im wiary. Wszelkie czeskie zakony przestały istnieć, zamknięto katolickie wydawnictwa. Ludność z braku innego wyboru i ze strachu przestawała wierzyć. Wszystko to podsycała jeszcze ekipa intelektualistów, którzy odrzucali wiarę w Boga. Nie zauważyli jednak, że ludzie porzucali Boga nie z własnego wyboru, lecz ze strachu.

Te wszystkie czynniki sprawiły, że Czechy są krajem ateistów, krajem ludzi pozbawionych Boga. Lata wolności po 1990 roku przyniosły jednak pewne zmiany. Kościół rozpoczął proces odrodzenia. Dostał możliwość wyjścia z katakumb. Z możliwości skorzystał. Mimo to wiara w chrześcijańskiego Boga nadal się nie wróciła.

Pojawia się jednak ciągłe światełko w tunelu. Wyraża się ono w czeskich i polskich duchownych nauczających o Królestwie Bożym w Republice Czeskiej. Z morza ateizmu po raz kolejny odradzają się Kościoły Czech. Ludzie zaczynają szukać Boga zarówno wśród katolików, jak i protestantów. Dowodem na to są choćby homilie księdza Halika, który mówi kazania do studentów w Pradze. Twierdzi, że wielu wśród słuchaczy jest nieochrzczonych. Mimo to widzi, jak przychodzą oni co tydzień. Widzi również, że niektórzy słuchają jego kazań, a następnie udają się do pastora, u którego również wysłuchują nauki.

W bieżącym roku czeka Czechów zupełnie nowe wyzwanie. Z pielgrzymką przybywa do nich Benedykt XVI. Przy okazji trzeba powiedzieć, że czeski Kościół świetnie oddaje różnicę między Janem Pawłem II, a obecnym papieżem. Nasz rodak pielgrzymując zasiewał ziarna wiary wśród ludu, jego następca przyjeżdża po to, aby tą wiarę wzmocnić, aby ją pielęgnować. Na czeskim przykładzie najbardziej widać potrzebę tej pielęgnacji.

Miejmy nadzieję, że papieska pielgrzymka zrodzi odpowiednie owoce. Choć na pewno nie będzie to łatwe w ciągu trzech dni między 26, a 28 września bieżącego roku.

Na podstawie:

Dialog z lefebrystami już w październiku

Jest to uzupełnienie do notki: Początek dialogu z lefebrystami


Rzecznik Stolicy Apostolskiej, ks. Federico Lombardi potwierdził, że rozmowy z Bractwem rozpoczną się w październiku. Odpowiadając na pytania dziennikarzy potwierdził również, że w skład komisji wejdą w charakterze ekspertów obok sekretarza Papieskiej Komisji Ecclesia Dei prał. Guido Pozzo, szwajcarski dominikanin Charles Morerod, niemiecki jezuita Karl Josef Becker oraz wikariusz generalny Opus Dei, hiszpański prałat Fernando Ocariz Brana. Delegacją lefebrystów będzie kierował Hiszpan, bp Alfonso De Galaretta.

Nauka Kościoła w wersji pop

Konferencja Rola Kościoła Katolickiego w procesach integracji - logo
Prof. Jan Miodek podczas Konferencji Rola Kościoła Katolickiego w procesach integracji europejskiej zwrócił uwagę na kryzys komunikacyjny w mediach i kulturze. Zwrócił uwagę również na język używany przez kapłanów. Jest to język wzorujący się na współczesnych mediach. Język, w którym Bóg przestaje być na piedestale, a zaczyna być Bogiem na billboardach.

Według profesora Kościół stoi między tradycją, a kulturą masową. Profesor stwierdził, że w Kościele coraz mniej kulturowej, językowej tradycyjności, w wymiarze kulturowym, obyczajowym, językowym i religijnym. Użył słynnego porównania polskiej i europejskiej kultury, która jest umocowana na trzech wzgórzach: Akropolu, Kapitolu i Golgoty. „Coraz nas mniej pod tymi wzgórzami, za to coraz nas więcej z kręgu oddziaływania języka angielskiego” - ubolewał mówca.

Jaki powinien być język współczesnego Kościoła? Jak powinien przemawiać kapłan w kazaniach? Czy kościół w Polsce będzie nauczał o Jezusie, który z pewnością używałby laptopa i power pointa? Jak często w kazaniach pojawi się stwierdzenie full time dla Chrystusa? Odpowiedzi na te pytania, jak zwykle, przyniesie czas. Dziś pozostaje nam czasem wrócić do Bogurodzicy, a może nawet do nie jednej łacińskiej sentencji.

Zakończę fragmentem Bogurodzicy:
Amen tako Bog daj

Full time dla Chrystusa

Kompromis w sprawie handlu w niedziele

Handel w niedziele
Koniec z handlem w niedziele? To raczej w polskich warunkach nierealne. Można jednak pójść na kompromis, który handlowcom i kupującym da możliwość zarabiania w niedziele, a pracownikom da wolne popołudnie. Pomysł jest prosty: sklepy w niedziele otwarte tylko do 12. Zakaz nie obowiązywałby aptek, stacji benzynowych i sklepów na dworcach i lotniskach.

Na pewno jest to propozycja idąca w dobrym kierunku, dzięki niej niedzielne zakupy nie będą zajmowały całego dnia, pracownicy sklepów będą mieć czas na spełnienie swoich religijnych obowiązków i odpoczynek. Projekt mają szanse pozytywnie przyjąć również właściciele sklepów, o ile będzie to dla nich technicznie możliwe.

Przeciętny supermarket w niedziele jest otwierany o 9 lub 10. Podobnie jest z innymi sklepami. Załóżmy, że szefostwo nie zmieni godzin otwarcia. Sklep zamykany będzie o 12, czyli po dwóch godzinach. W tym czasie sklep z pewnością wypracuje pewien zysk, czy jednak będzie on wystarczający dla właścicieli, aby w ogóle otwierać sklep? Klienci wchodzący w czasie otwarcia sklepu będą informowani, że sklep zostanie wkrótce zamknięty. Inna sprawa ilość klientów w ciągu tych dwóch czy trzech godzin. Co jeśli w tym czasie w sklepie zbiorą się klienci z całego dnia? Czy kasy nadążą z obsługą? To nie są oczywiście wielkie problemy, ale każdy właściciel będzie musiał je rozważyć.

Można się kłócić, że handel w niedziele nadal będzie miał miejsce, a co za tym idzie nadal nie będzie spełniał wymogów z Dekalogu. Z drugiej jednak strony daje on pół dnia odpoczynku i na pewno jest lepszy niż obecne rozwiązania prawne.

wp.pl

Początek dialogu z lefebrystami

Herb Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X
Kard. Christoph Schönborn, arcybiskup Wiednia i jeden z najbliższych współpracowników Benedykta XVI zapowiedział, że w najbliższych dniach rozpocznie się dialog z lefebrystami.Zdaniem kardynała papież podejmowanie działań na rzecz jedności Kościoła traktuje jako swój obowiązek, dlatego też Benedykt XVI miał powody, aby rozpocząć rozmowy z Bractwem Kapłańskim św. Piusa X.

Schöborn podkreśla, że najłatwiej będzie dogadać się w kwestiach liturgicznych. Trudniej będzie rozmawiać o innych postanowieniach Soboru Watykańskiego II, takich jak stanowisko Kościoła wobec Żydów i innych wyznań chrześcijańskich. Bractwu trudno będzie również zaakceptować stosunek Kościoła do wolności religijnej (jako podstawowego prawa człowieka).

Obecnie trwają ustalenia, kto będzie we wspomnianych rozmowach reprezentował obie strony. Prawdopodobnie papież wydeleguje sekretarza papieskiej Komisji Ecclesia Dei, prał. Guido Pozzo, szwajcarskiego dominikanina Charlesa Morerod, niemieckiego jezuitę Karla Josefa Becker oraz wikariusza generalnego Opus Dei, hiszpańskiego prałata Fernando Ocariz Brana. Są oni członkami Kongregacji Nauki Wiary, która od 2 lipca przejęła Papieską Komisję Ecclesia Dei. Przedstawicielem lefebrystów będzie Hiszpan, bp Alfonso De Galaretta.

Ruszy dialog z lefebrystami
26 X 2009 Watykan contra lefebryści pierwsze starcie
Przeczytaj również późniejsze doniesienia prasowe dotyczące dialogu z lefebrystami.

poniedziałek, 14 września 2009

Nie wolno zakazać budowy minaretów w Szwajcarii

muzułmański minaret
Taką opinie przedstawiła Konferencja Katolickich Biskupów Szwajcarii na wieść o inicjatywie Szwajcarskiej Partii Ludowej, która miała zakazać budowę minaretów. Podkreślają oni, że taka propozycja jest nie do pogodzenia z chrześcijańskimi wartościami i demokratycznymi zasadami Szwajcarii. Ważna jest również symbolika islamskich minaretów, które podobnie jak strzeliste kościoły zaznaczają religijną obecność w stresie publicznej.

Dodam, że minarety to wysokie wieże stawiane przy muzułmańskich meczetach. To z nich wyznawczy islamu mogą usłyszeć wezwania do modlitwy.

Mam również nadzieję, że wieść o takim oświadczeniu biskupów dojdzie również do muzułmanów krajów islamskich, którzy często znęcają się tam nad mniejszościami chrześcijańskimi. Taka informacja może choć trochę skłoniłaby ich do dialogu międzyreligijnego, albo choćby do zaprzestania prześladowań.

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Kościół o homoseksualizmie

Kościół o homoseksualizmie
Chciałbym krótko poruszyć kolejny niełatwy temat, jakim jest stosunek Kościoła do homoseksualizmu. Większość Internautów pewnie oglądała film na youtubie, w którym wypowiadał się niejaki ksiądz Rafał Trytek. Niektórzy pewnie wiedzą, że nie jest on księdzem będącym w łączności z Rzymem, a zdanie które zaprezentował nie jest zgodne z nauczaniem Kościoła rzymskokatolickiego.

Teraz przejdę do rzeczy. Co mówi nauczanie Kościoła o homoseksualizmie? Przede wszystkim Kościół opiera się tu na słowach Pisma Świętego, które wprost mówi, że mężczyźni współżyjący za sobą nie wejdą do Królestwa Bożego.

Kościół słowa te rozwija w dwóch płaszczyznach. Jedna dotyczy stosunku do osoby o skłonnościach homoseksualnych, a druga dotyczy czynów homoseksualnych. Czyny takie są oczywiście niedopuszczalne pod sankcją grzechu ciężkiego. Wynika to wprost z samego Pisma Świętego i nie ma możliwości, aby Kościół zmienił swoje nauczanie w tej kwestii.

Trochę trudniejsza i wymagająca dłuższego rozwinięcia jest kwestia stosunku do osób o skłonnościach homoseksualnych. Przede wszystkim należy je traktować z taką samą miłością, jak... siebie samego. Wiemy to z przykazania miłości bliźniego i tego przykazania trzyma się również Kościół w swoim oficjalnym nauczaniu. Zaznacza on, że homoseksualiści powinni być otoczeni odpowiednią troską duszpasterską, która umożliwi im życie w czystości. Kościół rozumie trudność w jakiej takie osoby się znalazły, wie również, że nie może zgodzić się ze postulatem tworzenia małżeństw homoseksualnych. Pozostaje mu więc wzywać do życia w czystości.

Powołaniem osób homoseksualnych pozostaje życie w czystości poza małżeństwem. To oczywiście tylko skrót tego co mówi Kościół o homoseksualizmie. Więcej w artykule Nauczanie Kościoła na temat homoseksualizmu.

niedziela, 30 sierpnia 2009

Słowo o rozwodnikach

Kościół o rozwodzie
Nie dawno została odprawiona msza święta dla rozwiedzionych w sanktuarium Madonna della Guardia pod Genuą. Czasami słyszy się również o rekolekcjach dla osób rozwiedzionych. Jednocześnie ciągle, gdy myślimy o rozwodnikach, pojawia się obraz tych, którzy odeszli od Słowa Bożego, odeszli od Boga, odeszli z Kościoła. Czasem obraz ten brzmi o wiele bardziej wrogo: zostali potępieni przez Kościół, a często nawet potępieni przez Boga.

Te dwa tak różne obrazy nauczania Kościoła o rozwodnikach rzucają cień niezrozumienia zarówno wobec samych rozwodników, jak i wobec Kościoła. Dylematem staje się również klarowne wytłumaczenie stosunku Boga do osób rozwiedzionych, czy też stosunku Kościoła wobec takich osób. Z pewnością różne są również emocje osób, których związki małżeńskie z różnych powodów się rozpadły. Ich życie już pełne niepewności wobec osób, staje się przepełnione niepewnością wobec miłości i wobec Boga. Po ludzku rzecz biorąc trudno uznać, że potępienie wobec czynu jakim jest rozwód nie zawsze jest takie samo. Ciężko również rozsądzić o granicach swojej winy, bądź niewinności.

Dylematy te pozostaje mi spróbować rozwiać na tyle na ile jest to możliwe. Przede wszystkim małżonek, który jest niewinną ofiarą rozwodu cywilnego nie wykracza przeciw prawu moralnemu, jeśli rozwód jest sposobem zabezpieczenia pewnych słusznych praw, opieki nad dziećmi czy obrony majątku. Mimo to rozwód jest poważnym wykroczenie przeciwko prawu naturalnemu, a zawarcie nowego związku jeszcze bardziej powiększa ciężar rozbicia. Nie oznacza to jednak, że takie osoby są wykluczone z Kościoła. Powiedziałbym nawet, że wręcz przeciwnie, takie osoby powinny być otaczane w Kościele jeszcze większą troską. Szczególnie dzieci, które są zupełnie niewinną ofiarą rozwodów powinny być otoczone opieką duszpasterzy.

Kościół równocześnie nie może zrezygnować z nauczania, że małżeństwo jest nierozerwalną więzią dwóch osób.

czwartek, 27 sierpnia 2009

Początki chrześcijaństwa w Polsce


Odkąd pamiętam uczono mnie, że chrzest Polski miał miejsce w 966 roku, kiedy to biskup Jordan ochrzcił Mieszka I i jego dwór tym samym czyniąc Polskę krajem chrześcijańskim. Tymczasem w felietonie Macieja Przybylskiego Początki chrześcijaństwa w Polsce przeczytałem przed chwilą, że istnieje prawdopodobieństwo, iż chrześcijaństwo dotarło do Polski znacznie wcześniej, bo już we wczesnym dzieciństwie Mieszka.

Historycy najczęściej podkreślają, że chrzest Polski był decyzją polityczną, która miała umocnić nowopowstające państwo w społeczeństwie europejskim. Przede wszystkim celem przyjęcia chrztu, według większość historyków, było zrównanie Polski z innymi narodami, ułatwienie kontaktów międzynarodowych, a szczególnie możliwość stworzenia sojuszu z Czechami oraz obrona przed nawracającym pogan siłą cesarzem niemieckim. Tą historie wszyscy znamy z naszych podręczników szkolnych już od podstawówki i jest ona najbardziej prawdopodobna, a w każdym razie najlepiej udokumentowana.

Oczywiście chrzest Polski to data umowna. Najczęściej twierdzi się, że w 966 roku ten proces się dopiero rozpoczął i trwał jeszcze przez wiele lat. Mówi się przy tym czasami o Mieszku jak o misjonarzu, który nawraca Polskę z pogańskiego kultu. Widać to w śladach archeologicznych, które na lata 60-te X wieku datują ślady wielu spalonych osad, na których zbudowano te same osady od nowa. Spalanie osad prawdopodobnie nie było wynikiem działań wojennych, lecz niszczenia śladów pogaństwa, niszczenie bożków i miejsc kultu pogańskiego.

Podobne ślady z tego okresu nie występują jednak w Gnieźnie. Gnieźnieńska osada miała być wybudowana 20 lat wcześniej, a pod nią odkryte są ślady jednego z największych miejsc kultu bogini Nyi (lub innego pogańskiego bóstwa). W czasie, gdy budowane było nowe Gniezno Mieszko prawdopodobnie miał ledwie kilka lat. Czyżby, więc już wtedy na polskiej ziemi było obecne chrześcijaństwo?

Od dawna już znamy przypuszczenia historyków dotyczące wcześniejszego chrztu Małopolski. Tu jednak sprawa dotyczy Wielkopolski i samej stolicy przyszłego państwa, czyli właśnie Gniezna. Oczywiście dowody archeologiczne można obalić spisaną historią, która wskazuje 966 na rok Chrztu Polski, a wraz z nią Mieszka z całym jego dworem. Jest jednak jedna ciekawostka w dziele Galla Anonima, którą pozwolę sobie zacytować:
Po tym wszystkim młody Siemowit, syn Piasta Chościskowica, wzrastał w siły i lata i z dnia na dzień postępował i rósł w zacności do tego stopnia, że król królów i książę książąt za powszechną zgodą ustanowił go księciem Polski…


Kim mógł być król królów i książę książąt? Tytuł odnosi się jakby do Chrystusa Króla. Czyżby, więc już ojciec Mieszka mógł być wybrany w taki sposób w jaki wybiera się chrześcijańskich władców? Kraje pogańskie wybierając króla nie czyniły z niego Bożego pomazańca. Kraje chrześcijańskie zaś z pogańskich władców nie czyniły wybrańców Boga. Oczywiście zapis ten możemy również kwestionować. Kronika powstawała na zlecenie i czasami ubogacała trochę prawdziwą historię. W innych momentach Gall Anonim pewne sprawy zamykał sformułowaniem, że długo mógłby jeszcze o tym pisać. Historycy podejrzewają, że był to sposób na przemilczenie pewnych niewygodnych dla Bolesława Krzywoustego faktów. Może Gall Anonim zrobił to z grzeczności albo z szacunku dla Siemowita?

Może też świadczyć o wcześniejszej, niż nam się do tej pory zdawało, obecności chrześcijaństwa na ziemiach polskich. Być może Siemowit nie przyjął chrześcijaństwa, ale dostrzegł jego pozytywne cechy i zapragnął przyjęcia chrztu? Jego pragnienie i wiedza na temat chrześcijaństwa mogła przenieść się na Mieszka, który zrealizował to marzenie. Nawet jeśli przyjmował chrzest w 966 roku, to robił to bardziej świadomie niż nam się to obecnie wydaje.

Oczywiście powyższych gdybań nie możemy przyjąć jako prawd historycznych. Może być to jednak źródło dodatkowych badań w tym temacie, które zweryfikują te przypuszczenia. Czy jednak zmieni to historię w dostrzegalny sposób? Czy z podręczników zniknie wówczas 966 rok?