niedziela, 29 marca 2009

Zerwane obietnice

V Niedziela Wielkiego Postu link do czytań
I Czytanie: Jr 31,31-34
Psalm: Ps 51,3-4.12-15
II Czytanie: Hbr 5,7-9
Antyfona: J 12,26
Ewangelia: J 12,20-33

Ile razy już obiecywałem różnym osobą, że się poprawię? Jak często zapewniałem Boga o chęci codziennej modlitwy? Jak często obiecywałem być lepszym człowiekiem? Ile postanowień na Wielkie Post? Jak często obiecywałem pomoc rodzicom, rodzeństwu? Jak często obiecywałem innym ludziom, że będę o czymś pamiętał? Jak często, gdy się umawiałem z kimś obiecywałem nie spóźnić się?

Jak często zrywałem te obietnice?

Dziś w czytaniach widzimy zerwanie umowy trochę innego typu. Umowy między Bogiem, a Narodem Wybranym. Zerwanie obietnicy zachowania Dekalogu. Umowę tą zrywamy również my i to jak często. Nasza niewierność obietnicą spotyka się jednak z przedziwną postawą Boga. Nie zsyła on na nas potępienia, lecz obiecuje o wiele lepszą umowę. Taki ekstra pakiet. Kiedy to nie tylko dostaniemy kamienne tablice z przykazaniami, na które będziemy mogli patrzyć i je czytać, ale kiedy ich treść zapanuje w naszych sercach. Kiedy to jednak nastąpi?

czwartek, 26 marca 2009

O czyśćcu słów kilka

Skąd się wziął czyściec w chrześcijaństwie? Spróbuję w krótki sposób odpowiedzieć na to pytanie, bo zauważyłem, że budzi ono wiele wątpliwości, a ostatnio przeczytałem coś co trochę zmieniło moje podejście do kwestii czyśćca.

KK mówi, że człowiek po śmierci może trafić do piekła, do czyśćca, a potem do nieba lub odrazu do nieba. Tu pojawia się pewien zarzut wobec Kościoła, iż wymyślił sobie czyściec. Czy tak jest naprawdę?

Skoczmy do dawnych czasów, kiedy to jeszcze nie było chrześcijan. Nasi starsi bracia w wierze, czyli Żydzi, posiadali już kilka informacji o życiu po śmierci. Wiedzieli, że grzesznicy zostaną potępieni, a pozostali trafią do otchłani, w której będą czekać na Mesjasza. Według ich wierzeń Mesjasz miał przyjść wyciągnąć ich z otchłani i umieścić w raju, tym samym,  z którego wygnano Adama i Ewę. Oczywiście sprawiedliwy Żyd mógł przejść do raju pomijając otchłań, ale nie mógł on w czasie swojego życia popełnić ani jednego grzechu. Historia jednak milczy o takich przypadkach. Właściwie możemy być pewni, że wszyscy przed Chrystusem trafiali na wieczne potępienie, albo do owej otchłani. Odpowiednikiem otchłani jest nasz czyściec, czyli taka poczekalnia do nieba. Oczywiście interpretacja jest dość luźna i kiedyś pewnie będę chciał ją pogłębić, na dzień dzisiejszy jednak myślę, że wystarczy to co napisałem.

Przeczytaj również:

niedziela, 22 marca 2009

Tęsknota Narodu Wybranego

IV Niedziela Wielkiego Postu - rok B link do czytań
Pierwsze Czytanie: 2 Krn 36,14-16.19-23
Psalm: Ps 137,1-6
Drugie Czytanie: Ef 2,4-10
Aklamacja: J 3,16
Ewangelia: J 3,14-21

Dzisiejsze Słowo Boże jakoś tak zachwyciło mnie tęsknotą za swoim miejscem na ziemi. Tęsknota ta panowała wśród Żydów będących w niewoli. Może nie jest to najważniejsza myśl jutrzejszej liturgii, ale we mnie to uderzyło. Uciśniony lud, który żyje w niewoli babilońskiej marzy o swojej Jerozolimie. Myśli o miejscu, w którym jest jego świątynia, albo raczej była. 

Naród Wybrany zdaje sobie sprawę, że w jakiś sposób zgrzeszył. Nie odprawił swoich szabatów. Być może czas, abym i ja je odprawił...

wtorek, 17 marca 2009

Arcybiskup Michalik ponownie przewodniczącym KEP

Tydzień temu w mediach można było usłyszeć wiele informacji dotyczących wyboru przewodniczącego Komisji Episkopatu Polski (KEP). Kandydatów początkowo było wielu, ale tylko o 5 można było mówić bez przymrużenia oka. O nich zresztą można było przeczytać na niemal każdej stronie Internetowej, co więcej przez najbliższe pięć lat nie ma nawet co zakładać, że którykolwiek z nich zostanie przewodniczącym KEP.

Wybrany został na drugą kadencje arcybiskup Józef Michalik. Od razu dało się usłyszeć dwa głosy zachwytu z wyboru i głos wręcz przeciwny. Oba głosy pochodziły od dziennikarzy lub bardziej uświadomionych wiernych. Dalej już wszystko przeszło cichym echem po pozostałych wiernych wielu w ogóle omijając.

Wybór ten niektóre środowiska wyraźnie cieszy. Zwłaszcza katolików toruńskich. Katolicy łagiewniccy zdają się być z tego powodu mniej zadowoleni. Niektórzy z nich podnieśli więc swój głos mówiąc, że to oznacza, że polski Kościół zostaje tam gdzie był do tej pory. W ich mniemaniu to źle. 

Tymczasem ciekawą odpowiedź daje Tygodnik Powszechny, który przez obecnego przewodniczącego KEP jest uznawany za szkodliwy. Jego redaktor ksiądz Adam Boniecki powiedział po prostu: "Przewodniczący został wybrany i innego przez najbliższe 5 lat nie będzie". Jednocześnie uświadamia o pozycji prawnej przewodniczącego KEP. 

Dowiadujemy się, że jego rola w zarządzaniu polskim Kościołem jest dość marginalna. Owszem przewodniczy on obradom KEP, zajmuje się ich organizacją i odpowiada za kontakty polskiego episkopatu z innymi. Nie decyduje jednak za biskupów diecezjalnych, nie jest też ich przełożonym. Pod tym względem biskupi diecezjalni są bezpośrednio pod papieżem.

Można, więc z czystym sumieniem powiedzieć, że wybór nic nie zmienił. Czy jednak można stwierdzić, że jakikolwiek inny wybór zmieniłby cokolwiek w Polskim Kościole? Przecież zmiany te zależą nie tylko od przewodniczącego, co więcej tylko w małym stopniu zależą od biskupów, a w coraz większym stopniu zależą od tzw. laikatu, czy zarówno mnie jak i innych wiernych Kościoła.

piątek, 13 marca 2009

Demolka w świątyni, demolka w sercu człowieka

III Niedziela Wielkiego Postu - rok B link do czytań
Pierwsze Czytanie: Wj 20,1-17
Psalm: Ps 19,8-11
Drugie Czytanie: 1 Kor 1,22-25
Aklamacja: J 3,16
Ewangelia: J 2,13-25

Nie musimy zbytnio pobudzać swojej wyobraźni, aby zobaczyć, co działo się w świątyni Jerozolimskiej. Przewracające się stoły, rozsypujące się monety, jeden wielki zamęt. Współcześnie można byłoby to określić słowem "demolka". Choć zdecydowanie nie określa ono tego co się stało w świątyni Jerozolimskiej w scenie przedstawionej w Ewangelii. Najważniejsze było tam niewidoczne dla oczu. Nie chodzi mi tutaj o słowa Jezusa zapowiadające Jego śmierć i zmartwychwstanie. 

Chodzi mi raczej o to, co działo się w sercu ludzi, którzy tego dnia przyszli do świątyni. Czy wszyscy akceptowali ten jarmark w Domu Pana? Czy nie budził on wątpliwości?

Chciałoby się w końcu zapytać jak to jest z naszym ciałem, świątynią Ducha? Czy nie jest takim właśnie jarmarkiem, w którym mnóstwo ludzi chce sprzedać nam swoje produkty? Jakoś z tym żyjemy. Akceptujemy to co wciskają ludzie przez telewizję, prasę i znajomych. Duch Święty w świątyni naszego ciała staje się przez to zagłuszony. Słyszymy wiele krzyków bankierów, reklamodawców, głosicieli różnych ideologii i nie wiemy co z tym zrobić.

Piszę to, bo też często taki się właśnie czuję. Przez cały czas w moim sercu i w mojej duszy odbywa się kłótnia wartości. Każda ma na celu przypodobanie mi się. Każda mówi mi: "kup mnie, będziesz lepszym człowiekiem!". Nie mogąc nic wybrać ganiam między stoiskami, pytam o cenę, o jakość towaru, o to dlaczego mam kupić akurat to. Obserwuję zakupy innych. W rezultacie tylko biegam w koło świątyni, w koło Najważniejszego i tego nie zauważam. Wręcz przeciwnie przyzwyczajam się do stanu biegania między stoiskami i zaczynam się w tym realizować, jakby to właśnie było celem mojego życia.

Przychodzi jednak Jezus i wywala to wszystko. Przerażony rozglądam się i widzę, że z mojego na siłę ułożonego świata pozostaje sterta śmieci. Czuję żal, przecież tyle trudu w to włożyłem, a tu ktoś przyszedł, powywalał wszystko. Czuję złość. Wyrzucam mu to: "Jezu, ja na to poświęciłem tyle czasu, a Ty to tak po prostu rozwaliłeś? Tyle czasu to budowałem, ustawiałem". Wręcz cisną się na usta słowa, że w takiego Boga to nie warto wierzyć. 

Tymczasem to zdarzenie jest znakiem, że coś w tym ułożeniu jest nie tak. Czegoś tu brakuje. Bóg zdaje się mówić: "Tak długo już Ci zwracałem uwagę, nie słuchałeś mnie. To teraz składaj to od początku, jeśli zwrócisz się do mnie, szybko się z tym uporamy!".

W Ewangelii zestawione jest 40 lat ludzkiej budowy do trzech dni Bożej odbudowy. W całej niedzielnej liturgii słowa jest Boża rada, jak budować. Bóg wskazuje nam Dekolog w czytaniu ze Starego Testamentu i Chrystusa w drugim czytaniu.

wtorek, 10 marca 2009

Święci za męczeństwo czy za dobre życie?

Dzisiejszy artykuł pragnę poświęcić tym świętym, którzy umarli oddając życie za innych, albo zginęli śmiercią męczeńską. Wiąże się z nimi pewien mój dylemat moralny: czy wystarczy umrzeć w dramatycznych okolicznościach z Bogiem na ustach, aby zostać świętym?

Jakiś czas temu z ciekawości sprawdzałem jakich to w Kościele Katolickim mamy świętych. Skorzystałem z dwóch listy świętych zamieszczonych w Internecie. Klikając kolejne nazwiska przekonywałem się, że o wielu z tych świętych obecnie wiadomo tylko, że umarli śmiercią męczeńską za wiarę. Byli oni nie zachwiani i nie bali się śmierci, lecz czy zostali uznani świętymi tylko za męczeńską śmierć, tylko za świadectwo płynące z cierpienia za wiarę? Dlaczego chrześcijanom pierwszych wieków chrześcijaństwa tak imponowali męczennicy? Krótko mówiąc taka była rzeczywistość tamtych czasów. Taka była potrzeba społeczna. W ten sposób chrześcijanie dodawali sobie odwagi. Patrzyli na umęczone ciała swoich braci i byli gotowi dołączyć do nich. 

To jednak coś odległego od nas, od naszych czasów pełnych pewnego rodzaju humanitaryzmu. Mimo to nadal czcimy świętych, dla których życie na tym świecie nie było ważniejsze od życia w wieczności. Mamy św. Maksymiliana Marie Kolbego, który zginął za innego więźnia. Mamy św. Joanne Berette Molla,  która w obronie życia nienarodzonego zdecydowała się na urodzenie dziecka, co przyniosło na nią śmierć. Mamy w końcu popularną dziś postać ks. Jerzego Popiełuszki, który zginął, bo odważył się mówić do ludzi, że mogą osiągnąć wolność.

Możemy zatrzymać się na ich śmierci i powiedzieć sobie: świętość to nie dla mnie, nie oddam życia za wiarę, za przekonania, za poglądy. Czy jednak św. Maksymilian to tylko jego męczeńska śmierć? Czy św. Joanna to tylko umierająca za dziecko matka? I czy w końcu ks. Jerzy to tylko zabity przez ówczesną władzę kapłan?

Ich świętość to nie tylko męczeńska śmierć! To pewnego rodzaju głębia całego życia przepełnionego wypełnianiem woli Boga. Nasz święty ze Zduńskiej Woli całe życie poświęcił głoszeniu Chrystusa korzystając z dostępnych środków: prasy i radiofonii. Pracował jako kapłan, misjonarz, publicysta, dziennikarz głosząc wszędzie Słowo Boże.

Święta Joanna znana nam jest z wielu własnych listów, a także od zakochanego w niej bezgranicznie męża. Możemy przeczytać jej listy do męża zarówno z okresu pierwszej miłości, jak i te z czasów małżeńskich. Myślę, że niejedna kobieta może odnaleźć w niej fragment siebie, swoich zmartwień i swojej miłości do tej jedynej osoby.

Mamy w końcu księdza Jerzego. Nieustępliwego kapłana, który nawoływał do solidarności i pragnął wolności dla swojego ludu. Kapłan szerzył głównie idee wolności wśród wiernych. Był wspaniałym duszpasterzem, który zdobywał serca nie tylko pięknymi przemówieniami, ale przede wszystkim swoją wiarą, którą mógł obdarzyć nie jednego katolika.

Za co zostali świętymi? Za poświęcenie życia czy raczej za dobre życie?


wtorek, 17 lutego 2009

Memory - zabawa w zapamiętywanie

- Gdzie byłeś?
- W kościele?
- Po co?
- Na niedzielnej mszy.
- Kto odprawiał?
- Ks. Rysiek.
- A jak był ubrany?
- Na zielono.
- A kto jeszcze był?
- Pani Grzelakowa i Makowska, siostry Świeczkowe, no wiesz, te co zawsze w pierwszych ławkach i jeszcze Józek był, i ten pijak z.... A wogóle to Angelika cztery razy dłubała w nosie... Pani Cacana miała biały kapelusz, który zupełnie nie pasował do jej płaszcza i to chyba tyle.
- A jaka była Ewangelia?
- ?? 
- A może pamiętasz czytanie?
- Co?
- Psalm?
- ?
- A może coś ciekawego powiedział ksiądz?
- Zebrał składkę i poszedł...

Jak często tak zapamiętujemy mszę świętą? Zapamiętujemy obrazki, które są mało istotne, a nie pamiętamy o tym co najważniejsze? Może warto czasem do mszy świętej się przygotować? Pomyślałem, że warto. Dlatego na stronie w piątek wieczorem będę umieszczał krótkie rozważania do niedzielnej liturgii, które mam nadzieję będą trochę różnić się od co niedzielnych homilii, jakich słuchamy w naszych parafiach, a przez to będą rozszerzać nasze poznanie woli Boga.

poniedziałek, 16 lutego 2009

Stała zmiana publikacji postów.

Trochę przemyślałem układ tygodniowy publikacji i postanowiłem go zmieć. Mianowicie od bieżącego tygodnia nowe notki o Kościele będą pojawiać się we wtorek. Związane jest to z nową propozycją, do której się właśnie przygotowuję, a o której napiszę w najbliższym czasie.

wtorek, 10 lutego 2009

"Dziś ze mną będziesz w raju..." -słowa oszusta czy Boga

Przez ostatni tydzień długo poszukiwałem jakiegoś pomysłu, na dzisiejszą, a właściwie wczorajszą notkę. Chciałem uciec trochę od szuchej nauki Kościoła, a zająć się czymś bardziej dla ludzi. Bez myślnie przeszukując sieć trafiłem na taką piosenkę.

Słuchając słów piosenki i oglądając kolejne obrazy pomyślałem sobie: czy jeśli Jezus byłby zwykłym oszustem byłby w stanie ze względu na ideologię czy też swoje wcześniejsze poglądy dać się powiesić? Nawet, gdyby dał się powiesić na krzyżu, to czy byłby w stanie poprowadzić taki dialog z człowiekiem, którego nie znał?

Mógł blefować, tylko czy człowiek wiszący na krzyżu, ubiczowany i powiedzmy sobie wprost umierający byłby w stanie dla zwykłego blefu powiedzieć takie słowa? Dla mnie ta rozmowa między Dobrym Łotrem, a Jezusem jest jednym z dowodów na prawdziwość przesłania Jezusa. Dowodzi, że Jezus Chrystus nie był oszustem, nie był kimś, kto drwił sobie z naiwnych ludzi, lecz istotnie był Bogiem, który nas zbawił przez śmierć na krzyżu. 

Słowa "dziś ze mną będziesz w raju" są tak jakby skierowane do każdego z żałujących swoich czynów, nie tylko Dyzmy (tak tradycja nazywa Dobrego Łotra), ale również do każdego kto umiera i żałuje swoich grzechów.

poniedziałek, 2 lutego 2009

Katolicy, prawie pojednani...

No, właśnie: "prawie" (chciałoby się dopowiedzieć: "robi wielką różnicę"). Przez ponad tydzień dochodzą do mnie różne dziwne sygnały odnośnie odwołania kary dla Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X. Jedni twierdzą, że to coś wspaniałego, dobry prognostyk na przyszłość. Inni wręcz przeciwnie, twierdzą, że to upadek postanowień Soboru Watykańskiego II. Co jest jednak prawdą?

Na podstawie krótkich informacji z prasy, telewizji i Internetu ciężko mi złożyć jakąś jednoznaczną odpowiedź. Część podawanych w mediach informacji można jednak zdementować. Przede wszystkim ekskomunika spoczęła na arcybiskupie Marcelu Lefebvre, ponieważ wyświęcił on czterech biskupów bez zgody papieża. W wyniku czego zarówno na arcybiskupie Marcelu  Lefebvre, jak i na czterech kapłanach, których wyświęcił spoczęła kara przewidziana przez Kodeks Prawa Kanonicznego, czyli ekskomunika.

Dodam tutaj, że wcale nie musiał tak być. Przez długie lata Bractwo to działało w Kościele, mimo iż sprzeciwiało się części postanowień Soboru Watykańskiego II. Co ważne, obecnie również mamy do czynienia z tą sytuacją: lefebryści nadal nie uznają niektórych przyjętych przez Sobór postanowień, ale mimo to są ponownie członkami Kościoła. To podważa kolejne doniesienia prasowe, o rzekomym zerwaniu Benedykta XVI z duchem Soboru Watykańskiego II. Otóż nie! Papież prawdopodobnie zauważył żal i jakąś poprawę u 4 ekskomunikowanych biskupów, a co za tym idzie zdecydował się zrobić krok w ich kierunku, a także krok do dalszego dialogu.

Napisałem o dalszym dialogu, bo mam świadomość, że nie mamy jeszcze do czynienia z pełnym pojednaniem, zresztą w podobnym duchu wypowiada się Prefekt Kongregacji Biskupów. Do pełnego pojednanie potrzebna jest akceptacja wszystkich soborów.

Ostatnią sprawą, którą chciałbym sprostować jest kwestia osób, na które została nałożona ekskomunika. Mamy tu właściwie do czynienia z dwiema grupami. Po pierwsze wspomniani biskupi otrzymali ekskomunikę za udział w święceniach bez zgody papieża. Po drugie z uczestniczącymi w sprawowanych przez nich mszach i sakramentach, którzy robili to, aby zrobić "na złość papieżowi", a nie z uwagi na sumienie. Na ten temat można przeczytać w Ecclesia Dei. W tym dokumencie papieskim zawiera się również sam akt nadania ekskomuniki na kapłanów Bractwa, jak również opis środków zastępczych proponowanych przez Kościół, w wyniku których powstało Kapłańskie Bractwo Świętego Piotra.