środa, 17 marca 2010
sobota, 13 marca 2010
Chrześcijanie legalni w Turkmenistanie

Od wczoraj (12.03.2010) wspólnota katolików licząca 90 ochrzczonych jest legalnym związkiem wyznaniowym w Turkmenistanie. Tej małej wspólnocie posługuje dwóch polskich kapłanów - misjonarzy: o. Tomasz Kościński OMI i o. Andrzej Madej OMI. Katolicy na uznanie ich związku wyznaniowego czekali 13 lat, choć historia Kościoła na terenie Turkmenistanu jest znacznie dłuższa.
Chrześcijaństwo dotarło do Turkmenistanu już w II wieku i rozwijało się, aż do czasów Tamerlana (1336-1405), który postawił chrześcijanom warunek: "Islam albo śmierć". Tylko nieliczni chrześcijanie zdołali się ukryć w górach, a o ich losach niewiele wiemy. Powrót chrześcijaństwa (głównie prawosławnych) wiąże się z przejęciem tych terenów przez Rosję w XIX wieku.

W 1897 roku został przydzielony kapelan dla katolików w Turkmenistanie. Późniejsze lata przynoszą nam wieści o budowie katolickich świątyń w Krasnowodzku, Czardżonie, Mary i Kizył Arwat, a następnie kościoła w obecnej stolicy kraju Aszchabadzie. Świątynia służyła głównie polskiej społeczności (ok. 5 tys.). Ciekawostką jest informacja, że w kościele Ewangelię czytano w sześciu językach: po łacinie, francusku, niemiecku, polsku, litewsku i rosyjsku. W 1930 roku kościół został zmieniony w kinoteatr (zburzono również wieżę świątyni). Ostatecznie świątynię zburzyło trzęsienie ziemi w 1948 (było ono tak silne, że w mieście ocalały tylko trzy budynki). Fizycznemu zniszczeniu kościoła towarzyszyło również rozbijanie wspólnoty Kościoła przez władze rosyjskie. Do dziś nie odnaleziono informacji o tym, gdzie dokładnie znajdował się kościół w Aszchabadzie, ani też o tym co stało się z zamieszkującymi te ziemie katolikami.
Do 1991 roku istniała Turkmeńska Socjalistyczna Republika Radziecka, z której powstał Turkmenistan. W tym samym roku Stolica święta powołała administrację apostolską dla katolików obrządku łacińskiego zamieszkujących Kazachstan, która obejmowała swoim zasięgiem również Turkmenistan. Od 1994 do 1995 do rozproszonych katolików na terenie kraju docierał o. Joseph Schmidlein SJ.

W 1996 Stolica Apostolska nawiązała stosunki dyplomatyczne z Turkmenistanem, co umożliwiło jej utworzenie misji sui iuris na terenie nowego kraju 29 czerwca 1997 roku. Wspólnota w sposób bezpośredni podlega Rzymowi, a jej przełożonym jest o. Andrzej Madej. Wraz z nim misję w Turkmenistanie rozpoczynał O. Radosław Zmitrowicz OMI, a później zastąpił go inny oblat: o. Kościński. Turkmenistan ma już pierwsze powołanie zakonne, siostrę Lorenę.
Miejscowa wspólnota Kościoła liczy na to, że dzięki decyzji władz uda jej się zbudować w najbliższym czasie pierwszy Kościół w niepodległym Turkmenistanie. Skutkiem dzisiejszej decyzji jest choćby możliwość oficjalnego głoszenia Ewangelii na terenie tego azjatyckiego kraju.
Źródła:
1) Turkmenistan: legalizacja katolików
2) Nowa misja Kościoła katolickiego w Turkmenistanie
sobota, 6 marca 2010
Komisja w sprawie Medjugorje
Benedykt XVI powołał specjalną komisję, która ma zająć się kwestią wyjaśnienia objawień w Medjugorje. Na czele komisji stanie kardynał Camillo Ruini.
czwartek, 4 marca 2010
Benedykt XVI w drodze

W listopadzie papież ma odwiedzić Hiszpanię w czasie dwudniowej pielgrzymki. 6 października odwiedzi sanktuarium maryjne w Santiago de Compostela, a dzień później odwiedzi Barcelonę, w której dokona konsekracji budowanej od 127 lat świątyni Sagrada Familia. Warto tu wspomnieć, że od 1992 roku trwa proces beatyfikacyjny jednego z projektantów powstającej świątyni - Gaudíego.
Już tradycyjnie postaram się o kilka notek, które będą dotyczyły tej pielgrzymki. Wszystkie materiały związane z papieską wizytą w Hiszpanii będą publikowane z tagiem: Pielgrzymka do Hiszpanii.
W tym roku papież odwiedzi również Maltę (17-18 kwietnia), Portugalię (11-14 maja), Cypr (4-6 czerwca) i Wielką Brytanię (16-19 września). Serdecznie zapraszam do czytania.
poniedziałek, 1 marca 2010
Chrzest dzieci w wieku szkolnym
W Kościele Katolickim istnieje coś takiego jak chrzest dzieci i chrzest dorosłych. Różnica między obydwoma obrządkami wydaje się być prosta: dziecko jest nieświadome chrztu, a dorosły przed dostąpieniem łaski sakramentu musi odbyć nauki wtajemniczające go w chrześcijaństwo. Dorośli przeżywają również okres przygotowania do sakramentu chrztu. Równocześnie z sakramentem chrztu otrzymują również bierzmowanie i po raz pierwszy przystępują do Eucharystii.
Dziś dowiedziałem się, że okres katechumenatu dotyczy również dzieci w wieku szkolnym. Dowiedziałem się o tym z bloga biskupa Siedleckiego, który sam prowadzi odpowiednie nauki dla dzieci przygotowujących się do chrztu z jego diecezji. Zapraszam do przeczytania kilku słów biskupa na ten temat oraz jednej z nauk jakie wygłasza on dla dzieci i ich rodziców, na wspomnianym blogu.
niedziela, 28 lutego 2010
"Dla Boga nie ma rzeczy nie możliwych"
Na forach katolickich bardzo często pojawiają się osoby, które mają różne problemy z małżeństwem. Na pewno szukają konkretnej pomocy, tymczasem trafiają na ludzi, którzy tak naprawdę niewiele mogą pomóc. Ludzie na forach katolickich w wielu przypadkach pomagają na ile potrafią, jednocześnie jednak nie są ludźmi z odpowiednim przygotowaniem.
Dziś dotarła do mnie informacja, że Wspólnota Trudnych Małżeństw Sychar zaczyna działać również w Rzeszowie. Kiedyś już o nich słyszałem, więc postanowiłem dowiedzieć się o nich czegoś więcej i to też chciałbym tu zaprezentować.
Wspólnota ta jest posłana do małżeństw, które przeżywają kryzys. Mają prostą i skuteczną receptę na każdy małżeński kryzys. Metoda jaką promują wskazuje na aktywną współpracę z Jezusem Chrystusem - Bogiem w celu ratowania małżeństwa. Więcej informacji o Wspólnocie Trudnych Małżeństw Sychar znajduje się na stronie www.sychar.alleluja.pl.
Wspólnota działa obecnie m.in. w Warszawie, Poznaniu, Żorach, Zielonej Górze, Opolu, Gorzowie Wielkopolskim i Krakowie. Pod koniec marca zacznie również działać w Rzeszowie. Więcej informacji o funkcjonowaniu wspólnoty na ich stronie internetowej.
Dziś dotarła do mnie informacja, że Wspólnota Trudnych Małżeństw Sychar zaczyna działać również w Rzeszowie. Kiedyś już o nich słyszałem, więc postanowiłem dowiedzieć się o nich czegoś więcej i to też chciałbym tu zaprezentować.
Wspólnota ta jest posłana do małżeństw, które przeżywają kryzys. Mają prostą i skuteczną receptę na każdy małżeński kryzys. Metoda jaką promują wskazuje na aktywną współpracę z Jezusem Chrystusem - Bogiem w celu ratowania małżeństwa. Więcej informacji o Wspólnocie Trudnych Małżeństw Sychar znajduje się na stronie www.sychar.alleluja.pl.
Wspólnota działa obecnie m.in. w Warszawie, Poznaniu, Żorach, Zielonej Górze, Opolu, Gorzowie Wielkopolskim i Krakowie. Pod koniec marca zacznie również działać w Rzeszowie. Więcej informacji o funkcjonowaniu wspólnoty na ich stronie internetowej.
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Dzień Islamu - wywiad z ks. Adamem Wąsem SVD
Wywiad pochodzi ze strony ekai.pl.
26 stycznia Kościół katolicki w Polsce obchodził po raz 10. Dzień Islamu. Komu jest on bardziej potrzebny – katolikom czy muzułmanom?
Ks. Wąs: Myślę, że jednym i drugim. Pomysł ten ma jednak przeciwników...
Czego się obawiają?
– Przede wszystkim stawiane są pytania czy wobec tak nikłej obecności muzułmanów w naszym kraju potrzeba nam specjalnego Dnia Islamu? Nie ma przecież takiej inicjatywy w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii – krajach, w których społeczność muzułmańska jest najliczniejsza.
Druga rzecz, to obawa przed promocją islamu. Kolejna przyczyna krytyki wynika z nieznajomości tej religii: jej wyznawcy kojarzeni są przede wszystkim z terroryzmem, sianiem zamętu... Od idei Dnia Islamu dystansują się też tzw. tradycyjne środowiska katolickie, które myślą być może bardziej w kategoriach ekskluzywizmu, aniżeli oficjalnie głoszonego przez magisterium Kościoła inkluzywizmu.
Tymczasem nie chodzi o promowanie islamu. Chodzi o to, że nam, katolikom potrzeba wiedzy, rzetelnej informacji. Powinniśmy poznać prawdziwe oblicze współczesnego muzułmanina. Tym bardziej, że wizerunek ten jest zachwiany – zdominował go właśnie obraz terrorysty. Muzułmanie oczywiście sami są temu winni, bo główni autorzy wielkich ataków terrorystycznych powoływali się na swoją religię. Ale trzeba spojrzeć obiektywnie i powiedzieć, że tacy ludzie to niewielki procent muzułmanów. Zdecydowana większość pragnie pokoju, chce także normalnych relacji z chrześcijanami. Takie jest właśnie przesłanie Dnia Islamu i dlatego potrzebujemy tego dnia jako katolicy.
Druga sprawa to poznawanie islamu. Oczywiście, ta religia jest zróżnicowana, ma wiele nurtów i trudno mówić o poznaniu islamu jako takiego. Informowanie o nim, chociażby raz w roku przypomina jednak, że to ważna religia; że jej wyznawcy odwołują się do zasad monoteistycznych, do jednego Boga i wielu rzeczy, o których mówił Jan Paweł II i Sobór Watykański II. Myślę, że jako katolicy obchodzący ten Dzień wpisujemy się w ów nurt odkrywania właściwego obrazu muzułmanina i islamu – takiego w którym także sami muzułmanie mogą się odnaleźć.
Czy odkrywając islam można głębiej odkrywać własną tożsamość religijną?
– Oczywiście. Taki jest też cel dialogu międzyreligijnego – odkrywanie mojej własnej tożsamości, pogłębianie jej. Jan Paweł II mówił o tym wielokrotnie. Chodzi o to, żebyśmy w spotkaniu z tym drugim człowiekiem, który myśli inaczej, jest odmienny – zastanawiali się nad sobą. Wchodząc w dynamikę takiego spotkania wielokrotnie musiałem wyjaśniać muzułmaninowi, który chciał się czegoś więcej dowiedzieć, podstawowe prawdy wiary językiem bardzo prostym. Choćby tajemnicę Trójcy Świętej. I trzeba się było mocno „nagimnastykować”, żeby znaleźć jakąś adekwatną terminologię, żeby przynajmniej spróbować ten problem przedstawić. Ale dzięki temu odkrywałem nowe zakamarki piękna własnej tradycji.
Mówimy „dialog międzyreligijny” i jest to sformułowanie, które na dobre zagościło w tradycji Kościoła. Wielkim promotorem takiego dialogu był Jan Paweł II. Ale wydaje się, że Benedykt XVI wolałby raczej mówić o „dialogu międzykulturowym”.
– Owszem, podczas obecnego pontyfikatu akcenty zostały nieco przesunięte, ale bardzo bym chciał, aby katolicy, zwłaszcza bardziej krytyczni wobec dialogu z innymi religiami, nie odbierali pontyfikatu Benedykta XVI jako antydialogowego. Dialog międzyreligijny umieszczony w kontekście międzykulturowym wskazuje być może na szerszą perspektywę. W takim dialogu musimy sięgać przede wszystkim do spraw, które nie tyle nas łączą czy dzielą jeśli chodzi o nasze tradycje religijne, ale poszukiwać elementów, w które możemy się wspólnie zaangażować dla dobra ludzkości. Gdyby wyznawcy obydwu religii poszli w tym kierunku, to myślę, że osiągnęlibyśmy bardzo wiele.
Zarówno chrześcijaństwo jak i islam są religiami misyjnymi. Czy – ujmując rzecz realistycznie – naprawdę możemy zakładać, że te półtora miliarda muzułmanów, których wciąż zresztą przybywa, przyjmie Ewangelię Jezusa Chrystusa?
– Sprawa jest niesamowicie skomplikowana i ciekawa. W tym miejscu, jako ludzie wierzący, dotykamy też kwestii działalności Ducha Świętego. Myślę, że On ma swój plan, który realizuje. Rzeczywiście, zarówno islam jak i chrześcijaństwo mają w sobie – jako religie uniwersalne – imperatyw misyjny. Ważny jest więc ów moment spotkania i misjonowania. Mnie, misjonarzowi, zależy na tym, aby Ewangelia dotarła do jak najszerszej społeczności świata. Podobnie jest z muzułmanami, którzy bardzo poważnie traktują swoje misyjne zobowiązanie zwane da’wa, co należałoby przetłumaczyć jako „zaproszenie”. I oto na tym froncie spotykają się dwaj misjonarze z obu stron i pojawia się pytanie o sposób realizowania ich misji. Chodzi o to, byśmy wypracowali sobie taką przestrzeń, w której możemy nawzajem siebie szanować.
Dla nas, chrześcijan, najważniejszy w tym misjonowaniu nie jest człowiek, który głosi Ewangelię, tylko Duch Święty. Ja nie mogę przeszkadzać Duchowi Świętemu z taką cichą nadzieją, że On wykonuje konkretne dzieło przeze mnie. Myślę, że obie strony kochając swoją religię chcą przekazać drugiemu to, co jest najcenniejsze. Tak, jak matka chce przekazać swoim dzieciom określoną tradycję. Podobnie jest z nami, misjonarzami. Chciałbym, aby jak najwięcej muzułmanów przyjęło chrześcijaństwo, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że to nie jest kwestia mojego zaangażowania, ale działalności Ducha Świętego.
26 stycznia Kościół katolicki w Polsce obchodził po raz 10. Dzień Islamu. Komu jest on bardziej potrzebny – katolikom czy muzułmanom?
Ks. Wąs: Myślę, że jednym i drugim. Pomysł ten ma jednak przeciwników...
Czego się obawiają?
– Przede wszystkim stawiane są pytania czy wobec tak nikłej obecności muzułmanów w naszym kraju potrzeba nam specjalnego Dnia Islamu? Nie ma przecież takiej inicjatywy w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii – krajach, w których społeczność muzułmańska jest najliczniejsza.
Druga rzecz, to obawa przed promocją islamu. Kolejna przyczyna krytyki wynika z nieznajomości tej religii: jej wyznawcy kojarzeni są przede wszystkim z terroryzmem, sianiem zamętu... Od idei Dnia Islamu dystansują się też tzw. tradycyjne środowiska katolickie, które myślą być może bardziej w kategoriach ekskluzywizmu, aniżeli oficjalnie głoszonego przez magisterium Kościoła inkluzywizmu.
Tymczasem nie chodzi o promowanie islamu. Chodzi o to, że nam, katolikom potrzeba wiedzy, rzetelnej informacji. Powinniśmy poznać prawdziwe oblicze współczesnego muzułmanina. Tym bardziej, że wizerunek ten jest zachwiany – zdominował go właśnie obraz terrorysty. Muzułmanie oczywiście sami są temu winni, bo główni autorzy wielkich ataków terrorystycznych powoływali się na swoją religię. Ale trzeba spojrzeć obiektywnie i powiedzieć, że tacy ludzie to niewielki procent muzułmanów. Zdecydowana większość pragnie pokoju, chce także normalnych relacji z chrześcijanami. Takie jest właśnie przesłanie Dnia Islamu i dlatego potrzebujemy tego dnia jako katolicy.
Druga sprawa to poznawanie islamu. Oczywiście, ta religia jest zróżnicowana, ma wiele nurtów i trudno mówić o poznaniu islamu jako takiego. Informowanie o nim, chociażby raz w roku przypomina jednak, że to ważna religia; że jej wyznawcy odwołują się do zasad monoteistycznych, do jednego Boga i wielu rzeczy, o których mówił Jan Paweł II i Sobór Watykański II. Myślę, że jako katolicy obchodzący ten Dzień wpisujemy się w ów nurt odkrywania właściwego obrazu muzułmanina i islamu – takiego w którym także sami muzułmanie mogą się odnaleźć.
Czy odkrywając islam można głębiej odkrywać własną tożsamość religijną?
– Oczywiście. Taki jest też cel dialogu międzyreligijnego – odkrywanie mojej własnej tożsamości, pogłębianie jej. Jan Paweł II mówił o tym wielokrotnie. Chodzi o to, żebyśmy w spotkaniu z tym drugim człowiekiem, który myśli inaczej, jest odmienny – zastanawiali się nad sobą. Wchodząc w dynamikę takiego spotkania wielokrotnie musiałem wyjaśniać muzułmaninowi, który chciał się czegoś więcej dowiedzieć, podstawowe prawdy wiary językiem bardzo prostym. Choćby tajemnicę Trójcy Świętej. I trzeba się było mocno „nagimnastykować”, żeby znaleźć jakąś adekwatną terminologię, żeby przynajmniej spróbować ten problem przedstawić. Ale dzięki temu odkrywałem nowe zakamarki piękna własnej tradycji.
Mówimy „dialog międzyreligijny” i jest to sformułowanie, które na dobre zagościło w tradycji Kościoła. Wielkim promotorem takiego dialogu był Jan Paweł II. Ale wydaje się, że Benedykt XVI wolałby raczej mówić o „dialogu międzykulturowym”.
– Owszem, podczas obecnego pontyfikatu akcenty zostały nieco przesunięte, ale bardzo bym chciał, aby katolicy, zwłaszcza bardziej krytyczni wobec dialogu z innymi religiami, nie odbierali pontyfikatu Benedykta XVI jako antydialogowego. Dialog międzyreligijny umieszczony w kontekście międzykulturowym wskazuje być może na szerszą perspektywę. W takim dialogu musimy sięgać przede wszystkim do spraw, które nie tyle nas łączą czy dzielą jeśli chodzi o nasze tradycje religijne, ale poszukiwać elementów, w które możemy się wspólnie zaangażować dla dobra ludzkości. Gdyby wyznawcy obydwu religii poszli w tym kierunku, to myślę, że osiągnęlibyśmy bardzo wiele.
Zarówno chrześcijaństwo jak i islam są religiami misyjnymi. Czy – ujmując rzecz realistycznie – naprawdę możemy zakładać, że te półtora miliarda muzułmanów, których wciąż zresztą przybywa, przyjmie Ewangelię Jezusa Chrystusa?
– Sprawa jest niesamowicie skomplikowana i ciekawa. W tym miejscu, jako ludzie wierzący, dotykamy też kwestii działalności Ducha Świętego. Myślę, że On ma swój plan, który realizuje. Rzeczywiście, zarówno islam jak i chrześcijaństwo mają w sobie – jako religie uniwersalne – imperatyw misyjny. Ważny jest więc ów moment spotkania i misjonowania. Mnie, misjonarzowi, zależy na tym, aby Ewangelia dotarła do jak najszerszej społeczności świata. Podobnie jest z muzułmanami, którzy bardzo poważnie traktują swoje misyjne zobowiązanie zwane da’wa, co należałoby przetłumaczyć jako „zaproszenie”. I oto na tym froncie spotykają się dwaj misjonarze z obu stron i pojawia się pytanie o sposób realizowania ich misji. Chodzi o to, byśmy wypracowali sobie taką przestrzeń, w której możemy nawzajem siebie szanować.
Dla nas, chrześcijan, najważniejszy w tym misjonowaniu nie jest człowiek, który głosi Ewangelię, tylko Duch Święty. Ja nie mogę przeszkadzać Duchowi Świętemu z taką cichą nadzieją, że On wykonuje konkretne dzieło przeze mnie. Myślę, że obie strony kochając swoją religię chcą przekazać drugiemu to, co jest najcenniejsze. Tak, jak matka chce przekazać swoim dzieciom określoną tradycję. Podobnie jest z nami, misjonarzami. Chciałbym, aby jak najwięcej muzułmanów przyjęło chrześcijaństwo, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że to nie jest kwestia mojego zaangażowania, ale działalności Ducha Świętego.
niedziela, 24 stycznia 2010
Rozmowy głuchych
18 stycznia obradowała komisja ds. dialogu między Stolicą Apostolską a Bractwem Kapłańskim św. Piusa X. Poza salę obrad nie przedostało się jednak zbyt wiele informacji z samych obrad. Watykaniści domyślają się, że rozmowy dotyczyły uznania przez lefebrystów Soboru Watykańskiego II we wszystkich jego aspektach. Nie znam jednak linii obrony ze strony członków Bractwa. Z pewnością będą chcieli uzyskać coś więcej niż tylko możliwości powrotu na łono Kościoła.
Inna sprawa, że w mniemaniu Bractwa, to cały Kościół rzymskokatolicki wraz z soborem odszedł od Kościoła. Zdają się to potwierdzać słowa jednego z biskupów Bractwa. Bp. Williamson powiedział, że Watykan i Bractwo stoją na sprzecznych pozycjach, a strona, która nie ma racji powinna się nawrócić i ustąpić. Porównuje to do dodawania 2+2, według niego przedstawiciele Watykanu w tym się mylą mówiąc, że 2+2=5. Wydźwięk tego stwierdzenia jest jak myślę jednoznaczny: Watykan powinien się nawrócić.
Jest to dość popularne zdanie wśród lefebrystów. Mając jednak cichą nadzieję na trochę bardziej otwartą postawę wśród polskich lefebrystów, zajrzałem na ich stronę. O ostatnich rozmowach wprawdzie nie ma jeszcze wzmianki (swoją drogą nie bardzo jest o czym wzmiankować), ale jest informacja dotycząca ogólnie tych rozmów i szczerze powiedziawszy nie wiem co powiedzieć. Na pewno członkowie Bractwa chcą tych rozmów i cieszą się z nich. Jednocześnie podkreślają przy tym radość z tego, że rozmowy składają się z obu stron, i że obie strony mają prawo głosu. Jednocześnie odczytuję z ich słów pewność siebie, co do właściwości swojego stanowiska.
Spór między członkami Bractwa, a Kościołem rzymskokatolickim w mojej opinii jest już czasem przeszły. Nadal jednak pozostają sprawy nieomówione i pewien niesmak dotyczący przeszłości. Nie jesteśmy nadal w jedności i ciągle mamy różne zdanie na sprawy ustalone przez Sobór Watykański II. Owocem rozmów może być podział wśród lefebrystów. Część z nich prawdopodobnie skieruje się w kierunku schizmy, a pozostali w staną się w pełni członkami Kościoła katolickiego.
PS. Trudno mi ustalić obecną pozycje Bractwa w Kościele katolickim. Na pewno nie można o nich mówić, jak o schizmatykach. Nie potrafię jednak dopatrzyć się ich miejsca w obecnych strukturach Kościoła.
Przeczytaj więcej o dialogu Kościoła rzymskokatolickiego z lefebrystamii
Inna sprawa, że w mniemaniu Bractwa, to cały Kościół rzymskokatolicki wraz z soborem odszedł od Kościoła. Zdają się to potwierdzać słowa jednego z biskupów Bractwa. Bp. Williamson powiedział, że Watykan i Bractwo stoją na sprzecznych pozycjach, a strona, która nie ma racji powinna się nawrócić i ustąpić. Porównuje to do dodawania 2+2, według niego przedstawiciele Watykanu w tym się mylą mówiąc, że 2+2=5. Wydźwięk tego stwierdzenia jest jak myślę jednoznaczny: Watykan powinien się nawrócić.
Jest to dość popularne zdanie wśród lefebrystów. Mając jednak cichą nadzieję na trochę bardziej otwartą postawę wśród polskich lefebrystów, zajrzałem na ich stronę. O ostatnich rozmowach wprawdzie nie ma jeszcze wzmianki (swoją drogą nie bardzo jest o czym wzmiankować), ale jest informacja dotycząca ogólnie tych rozmów i szczerze powiedziawszy nie wiem co powiedzieć. Na pewno członkowie Bractwa chcą tych rozmów i cieszą się z nich. Jednocześnie podkreślają przy tym radość z tego, że rozmowy składają się z obu stron, i że obie strony mają prawo głosu. Jednocześnie odczytuję z ich słów pewność siebie, co do właściwości swojego stanowiska.
Spór między członkami Bractwa, a Kościołem rzymskokatolickim w mojej opinii jest już czasem przeszły. Nadal jednak pozostają sprawy nieomówione i pewien niesmak dotyczący przeszłości. Nie jesteśmy nadal w jedności i ciągle mamy różne zdanie na sprawy ustalone przez Sobór Watykański II. Owocem rozmów może być podział wśród lefebrystów. Część z nich prawdopodobnie skieruje się w kierunku schizmy, a pozostali w staną się w pełni członkami Kościoła katolickiego.
PS. Trudno mi ustalić obecną pozycje Bractwa w Kościele katolickim. Na pewno nie można o nich mówić, jak o schizmatykach. Nie potrafię jednak dopatrzyć się ich miejsca w obecnych strukturach Kościoła.
Przeczytaj więcej o dialogu Kościoła rzymskokatolickiego z lefebrystamii
środa, 20 stycznia 2010
Tyle samo programów religijnych za mniej
Z kmdm.pl dowiedziałem się, że TVP w ramach cięcia kosztów swojego funkcjonowania tnie również koszty redakcji religijnych. W niektórych oddziałach regionalnych nawet o 70%. Jednocześnie do tej pory emitowane 8 programów religijnych w tygodniu pozostaje w ramówce telewizji publicznej. TVP zapewni również transmisje z zapowiadanych beatyfikacji sług Bożych Jana Pawła II i ks. Jerzego Popiełuszko, wraz z programami przybliżającymi ich życie.
W jaki sposób zostaną, więc dokonane owe cięcia? Obniży się jakość programów. To mnie trochę martwi, zwłaszcza, że programy religijne w TVP w mojej opinii są stosunkowo ciekawe i dobrze przygotowane. Moim zdaniem trafiają one do ludzi o wiele lepiej niż transmisje telewizyjne z Torunia, bo mówią językiem współczesnego człowieka odpowiednio podbudowanym obrazem. Obawiam się, że to może się zmienić wraz z cięciami kosztów.
Czymś, moim zdaniem, fantastycznym jest również to, że regionalne redakcje religijne czasami umożliwiały nam oglądnięcie nie tylko katolickiej mszy świętej z Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, ale również ważne obrządki prawosławnych, grekokatolików czy protestantów. W telewizji nie brakowało również transmisji związanych z najważniejszymi świętami żydowskimi. Obawiam się, że cięcia mogą odbić się szczególnie na takich relacjach.
Na koniec zachęcam do oglądania religijnych programów w TVP. Szczególnie polecam tu "Między niebem, a ziemią", "Raj" oraz "My, Wy, Oni". Oczywiście każdy z tych programów jest przeznaczony dla innej grupy docelowej. Żaden nie jest doskonały. Dlaczego je polecam? Z prostego powodu: mówią one językiem współczesnego człowieka nie zapominając o języku religii. Mam nadzieję, że mimo cięć budżetowych nadal będą potrafiły mówi o teologii, wydarzeniach religijnych i innych sprawach związanych z religią w prosty sposób.
PS. Większość programów można oglądnąć na witrynie tvp w dziele religia.
W jaki sposób zostaną, więc dokonane owe cięcia? Obniży się jakość programów. To mnie trochę martwi, zwłaszcza, że programy religijne w TVP w mojej opinii są stosunkowo ciekawe i dobrze przygotowane. Moim zdaniem trafiają one do ludzi o wiele lepiej niż transmisje telewizyjne z Torunia, bo mówią językiem współczesnego człowieka odpowiednio podbudowanym obrazem. Obawiam się, że to może się zmienić wraz z cięciami kosztów.
Czymś, moim zdaniem, fantastycznym jest również to, że regionalne redakcje religijne czasami umożliwiały nam oglądnięcie nie tylko katolickiej mszy świętej z Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, ale również ważne obrządki prawosławnych, grekokatolików czy protestantów. W telewizji nie brakowało również transmisji związanych z najważniejszymi świętami żydowskimi. Obawiam się, że cięcia mogą odbić się szczególnie na takich relacjach.
Na koniec zachęcam do oglądania religijnych programów w TVP. Szczególnie polecam tu "Między niebem, a ziemią", "Raj" oraz "My, Wy, Oni". Oczywiście każdy z tych programów jest przeznaczony dla innej grupy docelowej. Żaden nie jest doskonały. Dlaczego je polecam? Z prostego powodu: mówią one językiem współczesnego człowieka nie zapominając o języku religii. Mam nadzieję, że mimo cięć budżetowych nadal będą potrafiły mówi o teologii, wydarzeniach religijnych i innych sprawach związanych z religią w prosty sposób.
PS. Większość programów można oglądnąć na witrynie tvp w dziele religia.
niedziela, 10 stycznia 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)