Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aborcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aborcja. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 14 maja 2013
Pro-life inaczej....
Zawsze mówienie o trosce o życie kojarzy mi się z walką przeciw aborcji czy eutanazji. Opierając się o nieludzkie argumenty natury czysto technicznej. Tu wypowiedź Litzy, który nie mówi o tym, kiedy technicznie człowiek staje się człowiekiem, tylko o tym, że on wie, że to już człowiek, który mniej zdążył nabroić: http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/wiecej-znaczy-gorzej,86793.html
sobota, 21 sierpnia 2010
Ustawa czy dobry przykład?
Organizacje pro-life w Polsce codziennie walczą o prawo zakazujące aborcji (i o to, aby inne prawa były zgodne z katolicką nauką społeczną). Dzięki temu dużo mówi się o aborcji i o tym... jakie wpływy w państwie powinien mieć Kościół. Pojawia się często zdanie, że Polska to nie tylko katolicy i nie tylko oni powinni mieć prawo do decydowania o prawie w demokratycznym państwie. W końcu pojawia się również problem z większością katolików, którzy nie akceptują we wszystkim nauki Kościoła.
Podstawowym plusem ustawy, która zakazuje aborcji, czy też ustawy, która zakazuje in-vitro jest odgórne narzucenia zakazu na wszystkich obywateli, innymi słowy uniemożliwienie im popełnienia grzechu w sposób legalny wobec prawa państwowego. Według niektórych rozwija się w ten sposób tzw. "podziemie aborcyjne" (i nie tylko). Gdy weźmiemy je pod uwagę może okazać się, że starania dążące do uchwalenia dobrego prawa spełzają na niczym. Pojawia się tu pytanie: "czy te starania mają sens?".
Odpowiedź jaką bym dał brzmi: "Tak, ma to sens", mimo iż nie zgadzam się z metodą obrońców życia. Myślę, że w części jest ona tylko uspokojeniem sumienia i zwaleniem na państwo obowiązku dbania o czyste dusze katolików. Owszem, państwo powinno posiadać prawo, które zakazuje zła i nie pozwala na grzech (grzech w stosunkach międzyludzkich). Prawo powinno stawać się pro-life! Jednak, aby tak było w demokratycznym państwie należy zacząć od przekazania ludziom, że tak powinni postępować.
Katolicka nauka społeczna musi trafić do prostych ludzi i do nich przemówić, w taki sposób, aby ich za sobą porwać. Użyję tutaj porównania do pierwszych chrześcijan, którzy przez swoje postępowania sprawiali, że ludzie wychwalali Boga. Nie przez władzę, lecz własny przykład, pogodę ducha i miłość, jaką darzyli siebie i innych. Oczywiście droga miłości nigdy nie będzie łatwą drogą, ale z pewnością jest ono skuteczniejsza niż wszelkie przepisy i prawa.
Wytyczmy, więc nowy trend pro-life, który skupia się na konkretnej osobie, a nie na całej społeczności. Niech aborcja nie będzie kwestią światopoglądu, lecz problemem konkretnej kobiety (tu również konkretnego mężczyzny), konkretnej rodziny, konkretnej wspólnoty. Na płaszczyźnie polityki można więcej stracić niż zyskać. W relacjach osobowych można uzyskać o wiele więcej, a jeszcze więcej w relacjach osobowych skierowanych na konkretną osobę.
Celem powinny stać się punkty konsultacyjne, telefony zaufania, środki informacyjne i szeroki zestaw świadectw prawdziwych kobiet, które mimo trudności zdecydowały się urodzić. Te instrumenty powinny być wspomagane przez różnego rodzaju akcje trafiające do szerokiej grupy odbiorców, tyle, że koniecznie te akcje muszą gdzieś kierować swojego odbiorce. Czyli robimy wystawę plakatów i na jednym z nich dużymi literami piszemy: "Jesteś w ciąży, boisz się: zadzwoń na bezpłatny telefon zaufania dla kobiet w ciąży". Myślę, że taka akcja może uratować wiele istnień skutecznie i łatwo. Co więcej szanując wolność drugiego człowieka.
Podstawowym plusem ustawy, która zakazuje aborcji, czy też ustawy, która zakazuje in-vitro jest odgórne narzucenia zakazu na wszystkich obywateli, innymi słowy uniemożliwienie im popełnienia grzechu w sposób legalny wobec prawa państwowego. Według niektórych rozwija się w ten sposób tzw. "podziemie aborcyjne" (i nie tylko). Gdy weźmiemy je pod uwagę może okazać się, że starania dążące do uchwalenia dobrego prawa spełzają na niczym. Pojawia się tu pytanie: "czy te starania mają sens?".
Odpowiedź jaką bym dał brzmi: "Tak, ma to sens", mimo iż nie zgadzam się z metodą obrońców życia. Myślę, że w części jest ona tylko uspokojeniem sumienia i zwaleniem na państwo obowiązku dbania o czyste dusze katolików. Owszem, państwo powinno posiadać prawo, które zakazuje zła i nie pozwala na grzech (grzech w stosunkach międzyludzkich). Prawo powinno stawać się pro-life! Jednak, aby tak było w demokratycznym państwie należy zacząć od przekazania ludziom, że tak powinni postępować.
Katolicka nauka społeczna musi trafić do prostych ludzi i do nich przemówić, w taki sposób, aby ich za sobą porwać. Użyję tutaj porównania do pierwszych chrześcijan, którzy przez swoje postępowania sprawiali, że ludzie wychwalali Boga. Nie przez władzę, lecz własny przykład, pogodę ducha i miłość, jaką darzyli siebie i innych. Oczywiście droga miłości nigdy nie będzie łatwą drogą, ale z pewnością jest ono skuteczniejsza niż wszelkie przepisy i prawa.
Wytyczmy, więc nowy trend pro-life, który skupia się na konkretnej osobie, a nie na całej społeczności. Niech aborcja nie będzie kwestią światopoglądu, lecz problemem konkretnej kobiety (tu również konkretnego mężczyzny), konkretnej rodziny, konkretnej wspólnoty. Na płaszczyźnie polityki można więcej stracić niż zyskać. W relacjach osobowych można uzyskać o wiele więcej, a jeszcze więcej w relacjach osobowych skierowanych na konkretną osobę.
Celem powinny stać się punkty konsultacyjne, telefony zaufania, środki informacyjne i szeroki zestaw świadectw prawdziwych kobiet, które mimo trudności zdecydowały się urodzić. Te instrumenty powinny być wspomagane przez różnego rodzaju akcje trafiające do szerokiej grupy odbiorców, tyle, że koniecznie te akcje muszą gdzieś kierować swojego odbiorce. Czyli robimy wystawę plakatów i na jednym z nich dużymi literami piszemy: "Jesteś w ciąży, boisz się: zadzwoń na bezpłatny telefon zaufania dla kobiet w ciąży". Myślę, że taka akcja może uratować wiele istnień skutecznie i łatwo. Co więcej szanując wolność drugiego człowieka.
piątek, 2 października 2009
Kobieta, która przeżyła aborcję
Ta kobieta powiedziała kilka cennych słów nie tylko dlatego, że przeżyła aborcję, nie tylko dlatego, że wypowiedziała się po mojej stronie poglądowej, ale dlatego, że powiedziała coś, o czym zwykle nie wspomina się mówiąc o aborcji, o czym zapominają zarówno organizacje proaborcyjne, jak i Ci, który uważają siebie za "pro-life".
Powiedziała wprost, że aborcja to nie tylko kwestia zabijania dzieci. Aborcja jest konsekwencją pozostawienia kobiet samym sobie w obliczu problemów. Aborcja jest konsekwencją braku prawdziwych mężczyzn w naszych społeczeństwach.
Powiedziała wprost, że aborcja to nie tylko kwestia zabijania dzieci. Aborcja jest konsekwencją pozostawienia kobiet samym sobie w obliczu problemów. Aborcja jest konsekwencją braku prawdziwych mężczyzn w naszych społeczeństwach.
środa, 5 sierpnia 2009
Używanie RU486 = ekskomunika

Abp Rino Fisichella, prezes Papieskiej Akademii Życia poinformował, że zażywanie pigułki RU486 jest obiektywnym złem, gdyż powoduje śmierć embrionu.
Upraszczając sprawę działanie pigułki RU486 jest równoważne z ekskomuniką dla osoby, która świadomie zażyje tą tabletkę oraz dla osób, które ją do tego namawiały z lekarzem przepisującym lekarstwo włącznie.
Na podstawie: Używanie pigułki aborcyjnej RU486 oznacza ekskomunikę
Czuję się zobowiązany do uzupełnienia tej krótkiej informacji o kwestiach moralnych związany z zażywaniem RU486 kilkoma informacjiami medycznymi, na podstawie strony biomedical.pl:
- Aborcja w Polsce jest nielegalna, poza szczególnymi przypadkami. Użycie pigułki również jest rodzajem aborcji, ponieważ może ona zabić płód do 63 dnia ciąży.
- Po zażyciu tabletki następują liczne komplikacje
- 99% kobiet zgłasza nieprzewidziane efekty zażywania leku (Spitz 1998)
- Hospitalizacja, interwencja chirurgiczna oraz dożylne podawanie płynów były konieczne nawet 8 % przypadków (Spitz 1998)
- W 2% przypadków we Francji potrzebna była transfuzja krwi
- w 44% przypadków zanotowano wymioty, biegunkę w 36%, bóle głowy w 32%, zawroty głowy w 12%, gorączkę i infekcje w 4%, a niepokój, bezsenność i anemie w 2%
- W przypadku aborcji tabletką RU486 między 57, a 63 dniem ciąży aborcja okazuje się często nieskuteczna
- Ból psychiczny związany z poczuciem winy kobiety jest porównywalny, jak w przypadku aborcji zabiegowej.
- W USA zanotowano przypadek kobiety, która po zażyciu tabletki wykrwawiła się na śmierć. Na świecie od 1996 roku po zażyciu tabletki umarło 29 kobiet.
- W wyniku przerwania zażywania tabletek przez kobietę często rodzi się dziecko narażone na deformacje ciała.
sobota, 1 sierpnia 2009
Dalszy los "Statku śmierci"

Pod koniec ubiegłego wieku powstał statek, na którym obowiązywało prawo holenderskie zgodnie, z którym dopuszczalna była aborcja. Pływał on od kraju do kraju niosąc śmierć dzieciom nienarodzonym i, jak to nazwały feministki, "ulgę" ich niedoszłym matką.
"Statek śmierci", bo tak go nazwano, prawdopodobnie nie będzie już mógł pełnić swojej roli. Po licznych protestach ze strony państw, w których aborcja jest zakazana zmieniło się prawo i obecnie na statku nie można dokonać zabiegu aborcji.
Czy to krok w kierunku zmniejszenia ilości aborcji? Obawiam się, że nie. Same feministki ze statku mówią o wielu nielegalnych zabiegach, w których oprócz dzieci giną często również kobiety. Kiedy
sobota, 18 lipca 2009
Aborcja metodą leczenia?

Rada Gospodarcza i Społeczna Narodów Zjednoczonych (ECOSOC) wpadła na "genialny" pomysł. Uczyńmy aborcję prawem człowieka i zabieg ten wpiszmy na listę usług medycznych.
Z tym drugim mogę się zgodzić (nie wiem jak jest zdefiniowane przez ONZ "usługa medyczna"), bo aborcja jest jakąś tam usługą medyczną. Jak dla mnie do usług medycznych należą również wszelkiego rodzaju amputacje: nogi, ręki, głowy. Usługą medyczną nazwałbym również wycinanie wszelkich narządów wewnętrznych.
Prawo do ich wykonania ma lekarz, który jest niezmiernie przekonany o skuteczności tych metod w zwalczaniu dolegliwości pacjenta, przy czym lekarz powinien dobierać odpowiednie usługi medyczne do odpowiednich schorzeń pacjenta.
Przypadek I. Pacjent przychodzi do pielęgniarki z lekkim krwawieniem palca twierdząc, że do rany dostały się jakieś zarazki. Większość pielęgniarek wykona wówczas jakieś odkażenie, przeczyści ranę i nałoży jakieś bandaże, albo i ich nie nałoży, zależnie od potrzeb. Co by jednak było, gdyby ten sam pacjent przyszedł z krwawiącym palcem i poprosił o amputacje całej ręki? Amputacja ręki również jest jakimś tam zabiegiem medycznym, który w jakimś stopniu zapobiega zakażeniu. Czy pielęgniarka wówczas bez zmrużenia oka odetnie rękę? Raczej nie.
Zastanówmy się nad czymś podobnym. Kobieta zaszła w ciążę, której jak można się domyślić nie chciała. Przychodzi do lekarza w nerwach mówiąc o tym, że nie jest przygotowana do wychowania dziecka. Co powinien zrobić z tym lekarz? Amputować dziecko? Dokonać aborcji? Wpisanie aborcji na listę usług medycznych pewnie nie obligowałoby lekarza do tego celu, ale uczynienie z aborcji prawa człowieka już tak. Czy jednak aborcja jest tu najlepszą usługą medyczną jaką może wykonać lekarz? Może byłoby lepiej, gdyby najpierw zbadał dziecko, porozmawiał z kobietą na temat innych sposobów w jaki można rozwiązać jej problem. Może wystarczy krótka rozmowa i pokazanie pacjentce, że da radę wychować wspaniałe dziecko, mimo jej lęku? Może lepiej byłoby zaproponować jej jakieś szkolenie o tym jak zajmować się dzieckiem, czego ono potrzebuje, a przede wszystkim zapewniające pacjentkę, że sobie poradzi?
Nadanie aborcji tytułu "prawa człowieka" powoduje, że lekarz nie może odmówić komuś świadczenia tego zabiegu. Cóż to znaczy?
Przypadek II. Do lekarza przychodzi śliczna blondynka, z ładnymi nogami i żąda jeszcze większego upiększania tych nóg (zabieg upiększania nóg, załóżmy, że jest prawem człowieka). Lekarz, mężczyzna, jej nogami jest po prostu oczarowany, co więcej jest świadomy, że jako lekarz nie jest w stanie tych nóg jeszcze bardziej upiększyć. Nie może jednak odmówić, gdyż taki zabieg jest prawem człowieka i nic nie pomaga tu tłumaczenie, że nie da się poprawić tych nóg, a pacjenta prawdopodobnie po zabiegu będzie nie usatysfakcjonowana.
Podobnie z aborcją, jako prawem człowieka. Lekarz musi ją wykonać. Mimo, iż wie, że może dziecko świetnie się rozwija, a kobieta później prawdopodobnie będzie żałowała straconego dziecka.
Oczywiście piszą ten artykuł dokonałem pewnych uproszczeń. Mój wywód jest dość irracjonalny i pewnie niezrozumiały w 100% dla wszystkich. Przed takimi jednak problemami próbowało postawić nas ECOSOC obradujące w Genewie. Równie dobrze mogło obradować nad prawem człowieka do wycięcia dowolnej części swojego ciała, czy nawet nad prawem człowieka do zabicia sąsiada, gdy ten będzie nam przeszkadzał.
Na szczęście kilka krajów się na to nie zgodziło. Wymienia się maleńką Maltę, również niewielką Irlandię i wprawdzie wielką, ale za to podobno zacofaną, Polskę. Pierwsze z tych dwóch krajów nie miały prawa głosu, mogły co najwyżej przekonywać do swojego zdania. Polska miała swój głos i wykorzystała go dobrze.
Dzięki temu sama będzie mogła decydować o tym, kiedy można wykonać aborcję, a kiedy nie. Nie jest to zbyt duży sukces ruchów pro-life. W końcu oznacza to, że każdy kraj może dowolnie regulować kwestie związana z aborcją. Sukcesem jest jednak to, że aborcja nie będzie obowiązkowym świadczeniem medycznym.
Więcej i w trochę inny sposób w artykule: Aborcyjna ofensywa odparta.
czwartek, 16 kwietnia 2009
O sprzecznościach...
Przygotowując nową prasówkę (trwa to już od tygodnia) zatrzymałem się nad tym artykułem. Przeczytałem, iż Europejski Trybunał Praw Człowieka nakazał rządowi Portugalii zapłacenie odszkodowania za to, że nie wpuścił na swoje wody terytorialne statku, na którym są łamane prawa Portugalii, bo nie wpuścił do siebie statku śmierci. Co więcej zatrzymał go przy udziale marynarki wojennej.
Zrodziło się we mnie pytanie czy państwo członkowskie Unii Europejskiej nie ma prawa bronić swoich obywateli przed ludźmi, którzy łamią prawa tego kraju? Owszem aborcja w Portugalii jest dozwolona, ale musi być poprzedzona dokładnym poinformowanie pacjentki o skutkach aborcji oraz o tym, że dziecko po urodzeniu może ona oddać do adopcji. "Statek śmierci" przestrzegania tego prawa nie zapewniał, dlatego nie został wpuszczony.
Nie chcę komentować tutaj złego prawa. Chciałbym raczej powiedzieć, że od przeczytania tego artykuły boję się żyć w Unii Europejskiej. Kto wie, czy kiedyś polscy żołnierze, nie zatrzymają na granicy człowieka z bronią, który chciałbym zabijać na zlecenie na terenie Polski, a później Europejski Trybuła Praw Człowieka urzeknie, że człowiek ten miał prawo wejść do mojego kraju i zabijać, co więcej nakaże mojemu rządowi płacić temu człowiekowi zadośćuczynienie, przecież on jako wolny człowieka miał prawo zabijać w Polsce.
Jednocześnie chciałbym skierować swoje podziękowanie w kierunku floty Portugalii, za to, że broni życia każdego człowieka żyjącego na terenie Portugalii. Mam równocześnie nadzieje, że wyrok trybunału, który ktoś ironicznie nazwał Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, nie zniechęci floty tego kraju do obrony życia jego obywateli.
wtorek, 10 marca 2009
Święci za męczeństwo czy za dobre życie?
Dzisiejszy artykuł pragnę poświęcić tym świętym, którzy umarli oddając życie za innych, albo zginęli śmiercią męczeńską. Wiąże się z nimi pewien mój dylemat moralny: czy wystarczy umrzeć w dramatycznych okolicznościach z Bogiem na ustach, aby zostać świętym?
Jakiś czas temu z ciekawości sprawdzałem jakich to w Kościele Katolickim mamy świętych. Skorzystałem z dwóch listy świętych zamieszczonych w Internecie. Klikając kolejne nazwiska przekonywałem się, że o wielu z tych świętych obecnie wiadomo tylko, że umarli śmiercią męczeńską za wiarę. Byli oni nie zachwiani i nie bali się śmierci, lecz czy zostali uznani świętymi tylko za męczeńską śmierć, tylko za świadectwo płynące z cierpienia za wiarę? Dlaczego chrześcijanom pierwszych wieków chrześcijaństwa tak imponowali męczennicy? Krótko mówiąc taka była rzeczywistość tamtych czasów. Taka była potrzeba społeczna. W ten sposób chrześcijanie dodawali sobie odwagi. Patrzyli na umęczone ciała swoich braci i byli gotowi dołączyć do nich.
To jednak coś odległego od nas, od naszych czasów pełnych pewnego rodzaju humanitaryzmu. Mimo to nadal czcimy świętych, dla których życie na tym świecie nie było ważniejsze od życia w wieczności. Mamy św. Maksymiliana Marie Kolbego, który zginął za innego więźnia. Mamy św. Joanne Berette Molla, która w obronie życia nienarodzonego zdecydowała się na urodzenie dziecka, co przyniosło na nią śmierć. Mamy w końcu popularną dziś postać ks. Jerzego Popiełuszki, który zginął, bo odważył się mówić do ludzi, że mogą osiągnąć wolność.
Możemy zatrzymać się na ich śmierci i powiedzieć sobie: świętość to nie dla mnie, nie oddam życia za wiarę, za przekonania, za poglądy. Czy jednak św. Maksymilian to tylko jego męczeńska śmierć? Czy św. Joanna to tylko umierająca za dziecko matka? I czy w końcu ks. Jerzy to tylko zabity przez ówczesną władzę kapłan?
Ich świętość to nie tylko męczeńska śmierć! To pewnego rodzaju głębia całego życia przepełnionego wypełnianiem woli Boga. Nasz święty ze Zduńskiej Woli całe życie poświęcił głoszeniu Chrystusa korzystając z dostępnych środków: prasy i radiofonii. Pracował jako kapłan, misjonarz, publicysta, dziennikarz głosząc wszędzie Słowo Boże.
Święta Joanna znana nam jest z wielu własnych listów, a także od zakochanego w niej bezgranicznie męża. Możemy przeczytać jej listy do męża zarówno z okresu pierwszej miłości, jak i te z czasów małżeńskich. Myślę, że niejedna kobieta może odnaleźć w niej fragment siebie, swoich zmartwień i swojej miłości do tej jedynej osoby.
Mamy w końcu księdza Jerzego. Nieustępliwego kapłana, który nawoływał do solidarności i pragnął wolności dla swojego ludu. Kapłan szerzył głównie idee wolności wśród wiernych. Był wspaniałym duszpasterzem, który zdobywał serca nie tylko pięknymi przemówieniami, ale przede wszystkim swoją wiarą, którą mógł obdarzyć nie jednego katolika.
Za co zostali świętymi? Za poświęcenie życia czy raczej za dobre życie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)