Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezus. Pokaż wszystkie posty
sobota, 6 lipca 2013
czwartek, 27 września 2012
Jezus miał żonę
"Jezus miał żonę" - informacje o tej treści obiegły w ostatnim czasie niemal wszystkie portale informacyjne. Podobne wnioski można wyciągnąć z wielu wcześniejszych publikacji: zawierających doniesienia naukowców, jak i popularnonaukową fikcję. Materiał dowodowy w tej sprawie, jak zwykle okazał się niewystarczający, a wręcz wątpliwego pochodzenia. Większość znanych materiałów historycznych nie wspomina o wybrance Chrystusa (za wyjątkiem nazywania Kościoła - Oblubienicą Chrystusa), dlatego Kościół w swoim nauczaniu nie mówi o żonie Jezusa. Co by było, gdyby jednak Jezus miał żonę? Na ile zmieniłoby to historię chrześcijaństwa?
Jaka była żona Jezusa?
Wiele osób uważa, że żoną Jezusa została Maria Magdalena. Niektórzy twierdzą, że do małżeństwa doszło po ukrzyżowaniu. Są nawet tacy, którzy uważają, że na weselu w Kanie Galilejskiej Jezus pełnił rolę Pana Młodego. Bardzo trudno stworzyć wiarygodną historię związku Jezusa i Marii Magdaleny. Problem zaczyna się już w chwili, gdy próbujemy dowiedzieć się kim była Maria Magdalena, jedną z niewielu pewnych informacji jest kwestia wypędzenia z niej złych duchów o której czytamy w Ewangeliach Łukasza i Marka (Łk 8,2 ; Mk 16,9). W Ewangeliach występuje jeszcze kilkakrotnie, ale wielu sprzecza się czy to ta sama osoba.
Dla celów tego akapitu zakładam, że Maria Magdalena mogła być żoną Jezusa. Trudno mi uwierzyć, aby jej ślub z Chrystusem miał miejsce już w Kanie Galilejskiej, ani w jakiejkolwiek chwili przed ukrzyżowaniem. Patrząc na karty Ewangelii możemy jedynie założyć, że kobieta, której Jezus wyrzucił siedem złych duchów była mu niezwykle wdzięczna. Z pewnością zachwyciła się Jezusem i często przebywała w jego otoczeniu. Przypuszczam, że w różny sposób ukazywała swoje uczucie do Jezusa, być może w bardzo nieporadny sposób. Nie potrafię tego dokładnie opisać, ale chodzi mi o zachowanie kobiety, która bardzo chce się przypodobać jakiemuś mężczyźnie, który bardziej lub mniej nie zwraca na nią uwagi. Zachowanie kobiety, która nie doświadczyła miłości i nagle odkryła jej źródło. Czy zachowanie to świadczyło o zakochaniu? Trudno powiedzieć, nie wspominając o tym, że jeszcze trudniej znaleźć źródła dające poparcie tej tezie. Nie mniej dla celów eksperymentu myślowego załóżmy, że Maria Magdalena robiła wszystko, aby Jezus stał się jej mężem (zakładając, że jako kobieta w tamtych czasach, nie miała zbyt wielu możliwości wykazania się).
Efekty były raczej mizerne - do tego stopnia, że w czasie jednej z uczt, w akcie desperacji, myje Jezusowi nogi i wyciera je własnymi włosami (czy słusznie egzegeci łączą kobietę obmywającą Jezusowi nogi z Marią Magdaleną?). Akt desperacji doczekuje się krytyki wszystkich uczestników uczty, oprócz samego Jezusa, który docenia jej postawę. Od tego czasu Maria Magdalena jest obecna w życiu Jezusa, aż do śmierci na krzyżu. Co więcej, jako jedna z pierwszych idzie odwiedzić Jego grób. To ona widzi Jezusa po zmartwychwstaniu, aż do wniebowstąpienia trudno znaleźć choćby cień możliwości na zaślubiny Syna Bożego. Ostatnie 50 dni przebywania Jezusa na ziemi nie zostały jednak opisane w postaci kroniki dzień po dniu. Załóżmy, że ślub miał miejsce. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie o to czy mieli dzieci. Wypada zapytać również czy Jezus wstępując do nieba zabrał Marię Magdalenę ze sobą? Jeśli nie zabrał, to co się z nią działo później?
Historia małżeństwa Marii Magdaleny i Jezusa pozostawia wiele niewiadomych, a przede wszystkim jest bardzo naciągana. Z pewnością łączyła ich wyjątkowa więź, wyjątkowa Miłość. Doszukiwanie się w tej relacji miłości małżeńskiej jest jednak nadinterpretacją.
Wesele w Kanie Galilejskiej
Trudno poszukiwać zażyłości między Jezusem, a jakąkolwiek inną kobietą, z którą się spotkał. Można przypuszczać, że zazdrośni Apostołowie zrobili wszystko, aby wymazać ją z kart historii. Może celowo pomijali ją, aby wykazać jakieś swoje racje. Załóżmy, że wesele w Kanie Galilejskiej było weselem Jezusa. Świeżo upieczona para młoda przez wiele dni raduje się wraz ze swoimi gośćmi. Zaczyna brakować wina - nie ma problemu - woda ze studni w cudowny sposób przemienia się w wino, gdy to jest tylko potrzebne. Mimo przedniej zabawy i hektolitrów alkoholu wesele się jednak kończy, goście rozjeżdżają się i moglibyśmy oczekiwać, że Jezus zostanie ze swoją małżonką. Tymczasem czytamy, że wraz z uczniami udał się do Kafarnaum. Co więcej, w ciągu kolejnych kilku lat, męża (Jezusa) właściwie nie ma w domu. Włóczy się od miasta do miasta, ciągnie za sobą tłumy i kręci się wokół niego mnóstwo niewiast. Żona Jezusa jest jednak idealna i wytrwale czeka, aż wróci: "przecież nie poszedł z kolegami do knajpy, tylko zbawiać świat". Czy można jakoś usprawiedliwić jej nieobecność w czasie Paschy? Gdzie była, gdy Jezus umierał na krzyżu? Trudno mi uwierzyć, aby zniknęła całkowicie z życia Jezusa. Nawet jeśli Apostołowie wykreśliliby ją z kart swoich listów i relacji o Jezusie Chrystusie - wątpliwym dla mnie staje się, aby inni uwierzyli w historię z takimi przekłamaniami (wówczas też istniała poczta pantoflowa i na terenie Cesarstwa Rzymskiego wieści roznosiły się stosunkowo szybko). Co więcej o małżeństwie Jezusa Żydzi na pewno napisaliby w Talmudzie, aby udowodnić, że w historię Jezusa z Nazaretu nie należy wierzyć (w księdze tej możemy przeczytać m.in. o tym, że Jezus był bękartem - synem Rzymskiego żołnierza, był to element słownej walki między judaizmem, a chrześcijaństwem pierwszych wieków).
Jezus nie podróżował ze swoją żoną
Gdyby Jezus miał żonę trudno byłoby taki fakt ukryć Apostołom. Zwłaszcza, że czasy, w których żyli nie nakazywały im celibatu. Przypuszcza się, że niektórzy Apostołowie mieli żony. O tym, że św. Piotr ma żonę możemy przeczytać nawet w Ewangelii, kiedy to Jezus uzdrawia jego teściową. Święty Paweł w 1 Liście do Koryntian pisał o św. Piotrze i Apostołach, którzy podróżowali z żonami i siostrami. Nie wspomniał jednak o tym, że Jezus podróżował z żoną. Jednocześnie w Ewangeliach możemy przeczytać o matce i braciach Jezusa - nikt nie wspomina o żonie. Patrząc z perspektywy tych faktów trudno przypuszczać, aby Apostołowie postawi sobie za cel "ukrywanie istnienia" żony Jezusa.
Bez grzechu poczęta
Myślenie o żonie Jezusa w kontekście całej historii zbawienia jest bardzo trudne. Jeśli Jezus byłby żonaty, to jaką rolę odgrywałbym ten fakt w historii zbawienia? Trudno mi sobie wyobrazić Jezusa, jako przykładnego męża i ojca w kontekście znanych nam faktów z Jego życia. Jak długo żona pozwalałaby mu na ciągłe podróże? Jak bardzo wierzyła w przesłanie jakie głosił? W końcu: jak często pojawiałyby się plotki o ich życiu małżeńskim? Jeśli ludzie żyjący dwa tysiące lat temu byli podobni do nas - to z pewnością żyliby każdą chwilą z życia "pary stulecia". Przykład ich życia z pewnością byłby przedstawiany przez Apostołów i Ojców Kościoła, jako wzór do naśladowania.
Żona zbawiciela z pewnością wielu problemów dostarczyłaby teologii. Długie dyskusje i analizowanie tradycji Kościoła z pewnością doprowadziłoby do stwierdzenia, że wybranka Jezusa była bez grzechu poczęta. W apokryfach czytalibyśmy o jej cudownym pojawieniu się wśród żyjących i jeszcze cudowniejszym jej spotkaniu z Synem Bożym. Obchodzilibyśmy dziś pewnie uroczystość Wniebowstąpienia Żony Jezusa.
Kościołem, z racji pochodzenia, musieliby kierować potomkowie Jezusa. Kim byliby synowie/ córki Jezusa? Bogami, półbogami? A może "tylko" świętymi już za życia. Jaki kult byłby skierowany na Żonę Boga i Jego potomków? Trudno określić. Co z powołanymi przez Boga ludźmi? Czy zamiast Apostołów mielibyśmy 12 potomków Jezusa? Moja fantazja i wyobraźnia nie potrafią tego przewidzieć. Teologia i tradycja Kościoła prezentowałyby się zupełnie inaczej. Choć z drugiej strony raczej nie mielibyśmy do czynienia ze zmianą prawa moralnego lub podstawowych dogmatów znanych nam obecnie.
Wiara w "naukowe fakty"
Naukowcy często dostarczają sensacyjne wiadomości na temat życia Jezusa. Trudno założyć, że wszystkie nie mają nic wspólnego z prawdą. Stwierdzenie, że na pewno się mylą też może okazać się naiwne. Zawsze moglibyśmy być okłamywani przez prawie 2000 lat... Trudno jednak uznawać znalezienie jednego niekompletnego papirusa za wystarczający dowód do obalenia faktów zawartych w wielu księgach, których autentyczność z różnym skutkiem badano przez całe wieki.
Kilka słów o znalezionym niedawno "dowodzie na istnienie żony Jezusa": http://ekai.pl/nauka/x58987/naukowiec-obala-rewelacje-o-zonie-jezusa/ .
sobota, 20 czerwca 2009
Religijna prasówka - 20 czerwca 2009
Czy Jezus był księdzem?
Taki tytuł nosi wywiad z ostatniego Tygodnika Powszechnego. Myślę, że warto przeczytać nie tylko ze względu na odpowiedź na powyższe pytanie. Krótko mówiąc zapraszam i życzę przyjemnej lektury wywiadu z o. Janem Andrzejem Kłoczowskim pt. "Czy Jezus był księdzem?".
Kłopoty organizacji dobroczynnej
Sprawa jest dość skomplikowana. Zacznę jednak od początku, otóż w Kenii działa organizacja pomagająca dzieciom ulicy. Nie dawno pojawiły się zarzuty wobec jej założyciela "ojca Kizito", a konkretniej księdza Renato Sesanę, iż molestuje nieletnich. Ostatnio jednak na policję zgłosiły się dzieci, które twierdzą, że zostały przekupione, aby zeznawać przeciwko kapłanowi. Nie dawno organizacja wydała specjalne oświadczenie, w którym stwierdziła, że ktoś chce przejąć to co zdołali zbudować i stąd te oskarżania. Ojciec Kizito wraca do Kenii, aby oddać się wymiarowi sprawiedliwości. Informacje na podstawie: opoka.org.pl.
Hindusi sprzeciwiają się europejskiej edukacji seksualnej
W Indiach próbowano zastosować "europejską" metodą uczenia o seksualności i przeciwdziałaniu rozprzestrzenianiu się wirusa HIV. Hindusi wybrali jednak edukację opartą na wierności małżeńskiej i czystości do ślubu. Więcej w artykule.
niedziela, 31 maja 2009
"Panem jest Jezus"
Niedziela Zesłania Ducha Świętego (31 maja 2009) - msza w dzień
Czytanie I: Dz 2,1-11;
Psalm: Ps 104,1.24.29-31.34;
Czytanie II: 1 Kor 12,3b-7.12-13;
Sekwencja
Ewangelia: J 20,19-23
I List do Koryntian mówi, że nikt z nas nie jest w stanie uznać panowania Chrystusa bez pomocy Ducha Świętego. Czy tak jest naprawdę? Czy istotnie nikt z nas sam z siebie nie jest w stanie wypowiedzieć słów: "Panem jest Jezus"?
Nie spotkałem się jeszcze, aby ktoś słowa te wypowiadał dla żartu. Czasami jednak mam wrażenie, że niektórzy mówią: "Panem jest Jezus" z uwagi na dopasowanie się do grupy czy też wywyższenie się ponad nią. Niekoniecznie wierząc w to. Czy jednak w tych ich słowach nie ma pomocy Ducha Świętego? Może w ten sposób Duch przybliża ich do prawdziwego stwierdzenia, że "Panem jest Jezus"?
Czy Jezus jest Panem? To pytanie zostawiam Tobie i Duchowi Świętemu, który w Tobie może zadziałać.
sobota, 23 maja 2009
Czy te znaki towarzyszą również mi?
Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego - 23 maja 2009 (link do czytań)
Czytanie I: Dz 1,1-11;
Psalm:Ps 47,2-3.6-9;
Czytanie II Ef 1,17-23;
Aklamacja: Mt 28,19.20;
Ewangelia: Mk 16,15-20
Czy ja uwierzyłem w Chrystusa? Popatrzyłem na siebie ze zmartwieniem. Nie wiem bowiem czy towarzyszą mi znaki, które zapowiedział Jezus. Czy wyrzucam złe duchy? Czy mówię nowymi językami? Czy mogę brać węża do ręki? Czy gdybym wypił coś zatrutego nic by mi się nie stało?
Chyba coś u mnie z tym cienko...
wtorek, 19 maja 2009
Religijna prasówka - 18 maja 2009
Temat przeglądu: Tata w rodzinie
Wyjątkowo dziś, polecę całą stronę poświęconą ojcostwu. Jest to serwis tato.net, który namawia do odpowiedzialnego ojcostwa. Zwraca przy tym uwagę na kilka ważnych aspektów. Po pierwsze ojciec w przeciętnej rodzinie przestaje być widoczny, staje się tylko maszynką do zarabiania pieniędzy. To błędne miejsce ojca w rodzinie. Teza ta poparta jest badaniami naukowymi, w których stwierdzono, że obecność ojca przy dzieciach, przy synach czy córkach pomaga im w wejściu dorosłe życie. Co więcej dzieci takie o wiele lepiej radzą sobie ze swoją miłością do przyszłych partnerów, zarówno na poziomie pewnej uczuciowości, jak i seksualności.
Pozostałe wybrane tematy
Dzisiejszy przegląd jest dość prorodzinny, gdyż tym razem zajmę się małżeństwami w Senegalu. Kilka dni temu w ślubie poprowadzonym przez muzułmańskiego duchownego wzięło udział 100 par. Oby im się dobrze wiodło, jeśli tak będzie to już za 10 lat będę mógł napisać tu o ich pierwszym okrągłym jubileuszu małżeństwa, tak jak dziś piszę o jubileuszach małżeńskich w Łodzi, tam w katedrze zgromadziło się również 100 par przeżywających okrągłe jubileusze małżeńskie, aby dziękować Bogu za łaski wytrwania z sobą i prosić o dalsze.
Pozostanę przy sakramentach. O przesuwającym się ostatnim kontakcie człowieka z Kościołem, a może i nawet z Bogiem, napisał w felietonie Szymon Hołownia.
W jednym z kościołów Wielkiej Brytanii powstała za to rzeźba przedstawiająca Chrystusa w wersji współczesnej. Jak taki obraz Boga przyjmą katolicy? A jak inne wyznania chrześcijańskie, które delikatnie mówią nie uznają rzeźbienia, malowania i robienia zdjęć?
Na koniec o świętowaniu urodzin papieża Jana Pawła II w Wadowicach. Swoją drogą, ten Jan Paweł II to musi mieć niebywałe zdrowie, że urodziny świętuje jeszcze długo po swojej śmierci. U większość zmarłych wspomina się raczej datę śmierci.
piątek, 15 maja 2009
Korneliusz - poganin miłujący Boga
VI Niedziela Wielkonocna, rok B - 17 maja 2009 (link do czytań)
Czytanie I: Dz 10,25-26.34-35.44-48;
Psalm: Ps 98,1-4;
Czytanie II: 1 J 4,7-10;
Aklamacja: J 14,23;
Ewangelia: J 15,9-17
Kim był Korneliusz? Był rzymskim setnikiem, poganinem. W Piśmie Świętym spotykamy się z nim i jego rodziną w 10 rozdziale Dziejów Apostolskich. Przedstawiony jest jako pobożny i bojący się Boga. Równocześnie nie należał on do gminy żydowskiej. Żydzi wśród, których żył uznawali go za nieczystego. Nie brał on ani udziału w składaniu ofiar, ani we wspólnych żydowskich modlitwach. Mimo to stosował się do prawa nadanego przez Boga w dekalogu (znał je i starał się zgodnie z nim żyć). Nie był jednak obrzezany, a mimo to wspierał gminę żydowską swoimi datkami i znany był z dobroczynności i miłosierdzia.
Podobną charakterystykę można przedstawić odnośnie wielu współczesnych ludzi, którzy uznają wiarę w Boga, ale nie chcą należeć do wspólnot religijnych. Oni również są umiłowani przez Boga, ale jednocześnie ciągle są tylko poszukiwaczami. Pewnie jak Korneliusz podświadomie czują pewną samotność w wierze. Według Dziejów Apostolskich ukazał mu się Anioł i nakazał sprowadzenie Szymona Piotra z Jafy. Jak wyglądało objawienie tego Anioła? Ciężko powiedzieć. Może istotnie przyszedł do niego Anioł i ukazał mu się w cudownym momencie uniesienia, a może przez liczne opowieści o Apostole głoszący ukrzyżowanego Boga i w Boże imie czyniącym znaki pobożności.
Zwołał Piotra i o nim nie pytając przyjął Ducha Świętego wraz z całym swoim domem. Wraz z domem, w którym Boże Miłość już dawno miała miejsce. Bóg czyni swoimi wyznawcami nie tylko ludzi ochrzczonych, nie tylko tych będących we wspólnocie, ale również tych, którzy Go szczerze umiłują i zaczną się do Niego modlić.
Z czytań VI Niedzieli Wielkonocnej płyną więc dwie rady dla uczniów Boga, powodem obu jest miłość. Pierwsza jest skierowana dla tych, którzy są członkami Kościoła. Brzmi ona: Bóg uczyszcza ludzi, którzy w niego wierzą bezwzgędu na ich pochodzenie i dotychczasowe życie. Obdarza ich miłością obojętne czy należą do zgromadzenia czy nie. W wybranym przez siebie czasie powie im, aby poszukiwali innych wyznawców i się z Nim łączyli. Nie warto więc natrętnie nawracać na chrześcijaństwo, warto jednak żyć według Bożych nakazów czyniąc znaki świadczące o Bożej obecności w sercu, aby inni mogli poznawać w nas Chrystusa, do którego i oni się modlą mimo, iż Go nie znają.
Druga rada skierowana jest dla tych, którzy wierzą, choć nie należą do wspólnoty Kościoła. Ich również Bóg miłuje. Gdy będą przygotowani i ich zawoła do włączenia się w Bożą wspólnotę. Bez względ na opinię innych kiedyś objawi się im, aby posłali po innych uczniów i włączyli się w ich dzieło. Posłali po tych uczniów, którzy swoją wiarą prawdziwie świadczą.
Tylko Bóg i rzeczywiste świadectwo członków Kościoła może przybliżyć tych ludzi do wspólnoty wiernych. Co więc robić, aby przekazywać wieść o Chrystusie? Żyć tak, jak Bóg od nas tego wymaga.
środa, 13 maja 2009
Katolik może nie uznać objawień fatimskich
Zanim przejdę do uzasadnienia tezy zawartej w temacie tego artykułu powiem jednak dosłownie kilka słów na temat tych objawień. Będę się jednak starał, na ile to możliwe, unikać zdań powszechnie znanych, choć to od nich będę musiał zacząć.
Objawienia w Fatimie miały miejsce w 1917 roku, kiedy to trojgu niewykształconych dzieci ukazała się Maryja. Pierwsze objawienia miało miejsce 13 maja, stąd powód dlaczego akurat dziś rozwijam ten temat. Trwały one do października, zawsze 13 dnia miesiąca. Należą do prywatnych objawień uznanych przez Kościół. Do 2000 roku ulubionym tematem mediów była legendarna trzecia tajemnica fatimska, która to niby miała objawić datę końca świata. Myślę, że tyle oczywistości wystarczy.
Objawienie autentyczne, to takie, które treścią nie odbiera publicznego Objawienia, w którym to Jezus przyszedł na świat i świadczył o Królestwie Bożym. Musi ono przekazywać te same racje, które były przekazane wówczas. Można byłoby zadać pytanie: po co objawiać coś co jest już znane. Odpowiedź przychodzi w owocach objawienia w Fatimie. Matka Boża prosiła wówczas o pokutę i umartwienie. Nie inaczej przez całe wieki postępował Kościół. Mimo, to dopiero prośby Maryi zostały przez ludzkość spełnione w szerokim zakresie.
Dziś już nie mamy wątpliwości w kwestii prawdziwości proroctw zawartych w objawieniach. Od ich ustania w samej Portugalii dokonała się swoistego rodzaju rewolucja, która obaliła rząd, który dąży do uczyniania Portugalii krajem ateistycznym. Przede wszystkim zmieniły się serca ludzi, którzy mimo zakazu władzy, mimo działań wojska ciągle nawiedzali Fatimę. Władze często same dokonywały atków terroru na swoim własnym państwie, np. wysadzając kaplicę w Fatimie. Po pewnym czasie jednak upadły. Od tego czasu nikt nigdy nie próbował wygnać z Portugalii religii.
Dziś widzimy również skutki modlitwy za Rosję. Za kraj, w którym wyrzucenia Boga niemal się udało. Jak wiemy Związek Radziecki się rozpadł, a we wszystkich krajach byłego ZSRR wierzenie w Boga stało się czymś dozwolonym. Kościół, zarówno prawosławny, jak i katolicki w tych krajach wychodzą z podziemia. Co więcej nikt już tam nie burzy świątyń, nie wspominając już o zaniku totalitaryzmu.
W objawienia Fatimskie nie trzeba jednak wierzyć. Objawienia te bowiem, mimo globalnej skali ich skutków, były objawieniami prywatnymi, a te według Kościoła Katolickiego nienależą do depozytu wiary. Nie stanowią one bowiem uzupełnienia Objawienia Chrystusa zawartego w Piśmie Świętym. Wyraźnie mówi o tym Katechizm Kościoła Katolickiego (67). Są one jednak wyjaśnieniem współczesnej epoki historycznej. Nikt nie musi w nie wierzyć, co więcej nawet sam Kościół nie broni ich autentyczności twierdząc, że prawda ochroni się sama.
sobota, 9 maja 2009
Dla Boga nie ma odrzuconych
V niedziela Wielkanocna (10 maja 2009)
Czytanie I: Dz 9,26-31;
Psalm: Ps 22,26-28.30-32;
Czytanie II: 1 J 3,18-24;
Aklamacja: J 15,4.5b;
Ewangelia: J 15,1-8.
Czy czujesz się czasami człowiekiem odrzuconym? Człowiekiem, na którego inni patrzą przez pryzmat przeszłości, złej przeszłości. Popatrz na Pawła Apostoła, który sam nie zdołał przekonać innych do swego nawrócenia, a Bóg udzielił mu pomocy najpierw przez Barnabę, a potem przez wielu chrześcijan.
Może sam patrzysz na siebie przez pryzmat swojej złej przeszłości? Widzisz siebie noszącego brzemię dawnych grzechów. Co wtedy? Spełnij przykazanie Boga i uwierz w Jezusa Chrystusa, aby Bóg mógł w Tobie trwać. Byś przestał być odrzuconym.
wtorek, 5 maja 2009
Litania loretańska - cz.2
Jest to część dłuższego artykułu o litanii loretańskiej. Spis tematów powiązanych, a także pewna ogólna charakterystyka w artykule: Co kryje Loretto?
Matko Chrystusowa - wezwanie to wyraża prawdę o Maryi, która w końcu jest Matką Bożą. Myślę, że nie zaprzeczą temu nawet protestanci: Maryja jest matką Chrystusa. Sprzeczność między naszymi wyznaniami wyjawia się jednak w późniejszym haśle: "módl się za nami". Podczas, gdy właśnie to hasło najpełniej wyraża funkcję naszej modlitwy za wstawiennictwem Maryi. Mamy wiele spraw do przedstawienia Bogu, ale nie potrafimy z tym do Niego podejść. Wówczas prosimy Maryję i świętych, aby się za nas modlili. Prośby do Maryi są jednak szczególnie mocne, gdyż istnieje w nas przeświadczenie, że Maryja, jako Matka Chrystusowa, jest najbliższa Jezusowi w przedstawianiu naszych próśb. Któż zostanie lepiej wysłuchany przez człowieka niż jego własna matka? Podobnie myślimy w kontekście Maryi. Któż tak jak ona może mieć wpływ na decyzje Jezusa?
Matko Kościoła - jako katolicy wierzymy, że Maryja jest nie tylko naszą Matką Chrystusa, ale równocześnie matką każdego z nas. Chcemy być jej bliscy. Słowa Jezusa, które wypowiedział on do Jana odczytujemy jako słowa powiedziane również do nas: "Synu, oto matka twoja". Przez te słowa Maryja stała się matką całego Kościoła, my sami jesteśmy dziełem Boga, Kościół stał się dziełem Jezusa, stały wpływ na Kościół pochodzi zaś od Ducha Świętego. W tym wszystkim ludzie potrzebowali jednak matki i tym tytułem została uczyniona Maryja. Kobieta, która rozumie troski swoich dzieci, która rozumie nas jako człowiek i przekazuje nasze prośby i nasze uwielbienie samemu Bogu.
Litania Loretańska - cz.1
Jest to kontynuacja artykułu: Co kryje Loretto, małe miasto w środkowych Włoszech? Tam też znajdują się odnośniki do opisów kolejnych wezwań litanii.
Święta Maryjo - tego myślę, że nie trzeba tłumaczyć. Określenie oznacza świętość Maryi. Jest ono powszechnie stosowane właściwie od początku Kościoła.
Święta Boża Rodzicielko - wezwanie to po grecku brzmi: "Theotokos". Wbrew pozorom nie jest ono takie oczywiste od samego początku Kościoła. Zostało ono bowiem przyjęte dopiero w czasie Soboru Efeskiego w 431 roku. Można, więc zapytać czy nie jest to coś zmyślonego przez ojców soborowych. Pytanie jest jednak zbędne dla wszelkich znawców Pisma Świętego czy choćby księgi Izajasza, w której padają słowa: Dlatego Pan sam da wam znak: Oto panna pocznie i porodzi Syna i nazwie Go imieniem Emanuel (7,14). To jednak nie koniec dowodów na to, że Maryja jest Matką Boga. Głównym dowodem jest Ewangelia, w której jest bezpośrednio przestawiana jako Matka Jezusa, czyli jako Matka Boga. Warto tu podkreślić, że Maryja urodziła samego Boga, a nie kogoś, kto się dopiero miał nim stać.
Przy tym punkcie chciałbym również zwrócić uwagę na kult maryjny. Nie jest on w istocie czczeniem samej Maryi, lecz przez Maryję czczeniem jej Syna, Jezusa Chrystusa, czyli naszego Boga. Nie należy o tym zapominać zarówno odmawiając litanie do Matki Bożej, jak i zarzucając innym zbytnią pobożność maryjną. Chwała oddawana Maryi trafia przez nią do samego Boga.
Święta Panno nad pannami - czym wyróżniła się Maryja, że mówimy o niej Panna nad Pannami? Panna jest to kobieta nie mająca męża. Mimo to dobrze wiemy, że była ona zaślubiona Józefowi? Określenie Panna nad Pannami wydaje się zagrożone. Tu jednak zwróciłbym uwagę na stosunki, miedzy Maryją, a Józefem. Przede wszystkim Maryja mimo małżeństwa pozostała dziewicą. Dziecko, które się w niej zrodziło, powstało z Ducha Świętego. To czyni z niej kogoś, kto wyróżniał się spośród kobiet zamężnych. Maryja różniła się również od panien. W końcu tylko ona jako dziewica urodziła syna i to Syna Bożego.
Stąd właśnie pochodzi określenie Panna nad pannami. Maryja jest Panną, ale niezwykłą. To czyni ją Panną nad pannami.
czwartek, 30 kwietnia 2009
Dobroć
IV NIEDZIELA WIELKANOCNA - 3 maj 2009 (link do czytań)
Czytanie I: Dz 4,8-12;
Czytanie I: Dz 4,8-12;
Psalm: Ps 118,1.8.9.21-23.26.28;
Czytanie II: 1 J 3,1-2;
Antyfona: J 10,14;
Ewangelia: J 10,11-18
Bóg jest dobry. Jezus zna każdego z nas, rozumie nasze grzechy i nasze słabości. On nas prowadzi w swojej dobroci. Cokolwiek dobrego jesteśmy w stanie uczynić, to czynimy dzięki Jezusowi. To chyba najważniejsze myśli dzisiejszych czytań. Pisząc je zarzucałem im sielankowość, ckliwość i brak połączenia z realnym życiem, a jednak taki jest obraz Boga. Jezus nas kocha, choć nie zawsze na to zasługujemy.
Religijna prasówka - 30 kwietnia 2009
Temat przeglądu: "Tygodnik Powszechny"
"Otóż Bóg nie stworzył Cię dla małych, przejściowych, sztucznych przyjemności, które wcześniej czy później pozostawiają puste serce, ale stworzył Cię dla szczęścia, radości, której nikt nigdy nie będzie mógł Ci odebrać." Takie o to słowa padają z opublikowanym przez Małego Gościa Niedzielnogo Liście do młodych w Polsce od o. Daniela Ange. List warto przeczytać w całości, bo nisie w sobie radosne przesłanie.
W środowisku Tygodnika często słychać opinie, że "Z Tygodnikiem można się nie zgadzać, ale czytać trzeba". W myśl tej zasady, kilka numerów temu kupiłem swój pierwszy Tygodnik delikatnie krzywiąc się na wysoką, jak na studenckie zarobki, ceną. Dodam, że po przeczytaniu kilku pierwszych artykułów uznałem, że 5 złotych to cena, którą mogę co tydzień poświęcić na zakup tygodnika, a kolejne wydania czytam "od deski do deski".
O Tygodniku opinie są różne. Niektórzy się nim brzydzą, bo to Tygodnik katolicki, inni się nim brzydzą, bo zbyt liberalny. Jak jest naprawdę? O tym trzeba przekonać się samemu nie zrażając się, a tym bardziej nie sugerując się opinią innych. To jest moja część opinii o Tygodniku, trochę inna opinia pojawiła się w Dzienniku Polskim.
Pozostałe wybrane tematy
Po kilku słowach mojej własnej opinii o Tygodniku odeślę Was do artykułu z Tygodnika. Dotyka on kwestii tajemniczych Zacheuszów. Nazwa oczywiście pochodzi od tego jednego, co się wspiął na drzewo, aby zobaczyć Jezusa, lecz tyczy się wielu Zacheuszów. Zwłaszcza tych, których mijamy codziennie na drodze, a może nie jeden z nas jest takim Zacheuszem?
"Otóż Bóg nie stworzył Cię dla małych, przejściowych, sztucznych przyjemności, które wcześniej czy później pozostawiają puste serce, ale stworzył Cię dla szczęścia, radości, której nikt nigdy nie będzie mógł Ci odebrać." Takie o to słowa padają z opublikowanym przez Małego Gościa Niedzielnogo Liście do młodych w Polsce od o. Daniela Ange. List warto przeczytać w całości, bo nisie w sobie radosne przesłanie.
Portal katolicki.net przygotował za to Interaktywny różaniec i Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Wszystko to w specjalnych dziale: http://www.katolicki.net/rozaniec/ .
sobota, 25 kwietnia 2009
Rzecznik praw grzesznika
III Niedziela Wielkanocna- link do czytań
Czytanie I:Dz 3,13-15.17-19;
Psalm: Ps 4,2.4-9;
Czytanie II: 1 J 2,1-5a;
Antyfona: Łk 24,32;
Ewangelia: Łk 24,35-48
Dziś skupię się na pierwszym czytaniu. Na czytaniu, które odczytałem jako lista zarzutów wobec mnie samego, bo sam wielokrotnie zapieram się Świętego i Sprawiedliwego, bo sam wielokrotnie zabijałem Dawcę życia. Lista zarzutów kończy się.
Święty Jan w drugi czytaniu napomina mnie bardziej konkretnie: Nie grzesz! Mówi również, że jeśli mimo to zgrzeszę to mam do kogo się zwrócić. Mówi, że mam swojego rzecznika praw grzesznika przed samym Bogiem Ojcem. Jest nim sam Jezus. Czyż to nie jest wspaniałe?
piątek, 17 kwietnia 2009
"Pokój Wam"
II Niedziela Wielkanocna, czyli Miłosierdzia Bożego link
Cztanie I: Dz 4,32-35;
Psalm: Ps 118,1.4.13-14.22.24;
Czytanie II; 1 J 5,1-6;
Antyfona: J 20,29;
Ewangelia: J 20,19-31.
Jak często odczuwamy niepokój? Denerwujemy się, że coś idzie nie tak, nie po naszej myśli? W podobnej sytuacji byli Apostołowie. Ten, za którym poszli okazał się oszustem, który tylko podawał się za Boga. Bóg nie zginąłby przecież na krzyżu. Nie tak łatwo, gdzie Jego Aniołowie, gdzie chwała?
W sercu Apostołów niepokój rozwiała dopiero obecność Chrystusa, który powiedział "Pokój Wam". Niepokój pozostał jednak u Tomasza. Na nic zdały się tłumaczenia Apostołów i pewnie wiele świadectw obecności Chrystusa dawanych mu przez Apostołów. Potrzebna była dopiero obecność Chrystusa. Dostrzegalna obecność Boga, a wtedy zawstydzony Tomasz powiedział: "Pan mój i Bóg mój".
Czasem nie przemawiają do nas słowa świadków, a potrzebna jest obecność samego Boga. Prośmy o nią usilnie myśląc o ewangelizacji.
środa, 15 kwietnia 2009
Czy Ewangeliści kłamali o pustym grobie?
Odnaleziono grób Jezusa. Ku zdziwieniu wielu był on pełny. Ku jeszcze większemu zdziwieniu w grobie tym było kilka skrzyń z kośćmi pochodzącymi z czasów Jezusa. Co więcej opisy świadczyły o tym, że jeden ze szkieletów mógł należeć do jakiegoś Jezusa, syna Józefa. Wśród kości znalazły się również kości jakiegoś Józefa, syna Jezusa. Były szczątki męski i żeńskie. Znane są wyniki badań DNA jednego mężczyzny i jednej kobiety, kody są różne, a więc mogli być małżeństwem... Tak przedstawiają się fakty zgromadzone na kilku serwisach Internetowych. Można by powiedzieć, że wraz z interpretacją zamieszczoną w tych serwisach zupełnie nie zgadzają się z Ewangelią, co więcej są poparte badaniami naukowymi.
W podobny sposób owe fakty przedstawił National Geographic w jednym ze swoich filmów dokumentalnych. Nie oglądałem go, znam go tylko z opisu. Reżyserem był Cameron, który pokazał w filmie dwie skrzynie z kośćmi (2 z 10). Jego zdaniem były w nich kości Jezusa i jego żony Magdaleny. Napisy miały świadczyć, że jest tam również jakaś Maria (matka Jezusa), Jose (Józef - zdaniem filmowców brat Jezusa) i Mateusz, i Juda (na jego sarkofagu było napisane iż był synem Jezusa). Ukazują również badanie genetyczne materii uzyskanej ze ścianek ossuariów Jezusa i Magdaleny, które ukazują, że nie ma między nimi pokrewieństwa. Brakuje równocześnie badań pozostałych sarkofagów, nie wspominając już o tym, że owe badania nie zostały przeprowadzone bezpośrednio na kościach, a patrząc na fakt, że w jednej takiej skrzyni zdarzało się chować kilku zmarłych, są to badania dość wątpliwej jakości. Nie wspominając już o wnioskach jakie z nich wyciągnęli.
Sensacje te z całym szacunkiem dla wybitnych twórców można włożyć między bajki, a Kod Leonarda da Vinci. Nie dlatego, że obala on kwestię zmartwychwstania Jezusa, lecz dlatego, że nie jest poparty poważnymi badaniami, a przynajmniej wyniki tych badań nie zostały przekazane opinii publicznej. Nie wspominając już o licznych nie dociągnięciach przestawianej teorii:
- Czy każdego członka ubogiej rodziny stać byłoby na skrzynię do pochówku? Jeśli nawet ktoś mógłby zafundować grób Jezusowi i jego matce, to raczej wątpię, aby podarował go wszystkim dziesięciu osobom, których kości znaleziono.
- Dlaczego zostali pochowani w Jerozolimie, skoro nie mieli z nią nic wspólnego (Jezus pochodził z Nazaretu)? Owszem wówczas nie transportowano zwłok do kraju rodzinnego w przypadku śmierci, ale jaka część rzekomej rodziny Jezusa mogła by nagle umrzeć będąc w Jerozolimie? Jedna, może dwie osoby, ale nie, jak udowadniają twórcy przedstawionej wyżej teorii, (przynajmniej) sześcioosobowej rodziny.
- Dlaczego ta teoria tak bardzo odbiega od opisu z ksiąg historycznych: przede wszystkim Ewangelii, które nic nie mówiły o jakikolwiek związku rodzinnym między Jezusem, a Marią Magdaleną? Czy Jezus według wersji Camerona umarł na krzyżu? Raczej nie.
Przedstawiłem kłamstwa, które dość często się pokazują w mediach. To jednak nie wszystko. Widać, jak łatwo jest ich nie uznać na podstawie stosunkowo niewielkiej wiedzy. To jednak nie koniec dowodów na to, że Ewangelie mogły kłamać. Dowód ten nie jest tak rozpowszechniony. Opiera się on tylko na analizie Pisma Świętego, a konkretniej fragmentów z Pisma Świętego o pustym grobie (Mt 28, 1-8; Mk 16,1-8; Łk 24,1-11; J 20,1-10). Każda z Ewangelii opisuje to zdarzenie inaczej, a wręcz kolejne zdarzenia zdają się wykluczać.
Mateusz pisze, o dwóch niewiastach, Marek o trzech, a Łukasz o całej pielgrzymce niewiast do grobu. Jedni piszą o tym, że pierwsza była Maria Magdalena, która następnie pobiegła poinformować o tym Apostołów. Łukasz podaje, że wszystkie opowiadały to Apostołom. Wątpliwości dotyczą ilości aniołów, kolejności zdarzeń, sposobu objawiania się Jezusa i jego miejsca.
Czyżby więc zmartwychwstanie oparte było na lichych fundamentach czterech Ewangelii, z których każda inaczej opisuje zdarzenie? Co więcej w dalszej nauce Apostołów nie słyszymy o pustym grobie, z jakiego powodu? Nie wspomina o tym również wyznanie wiary, które mówi tylko o zmartwychwstaniu a milczy o pustym grobie.
Dlaczego pusty grób występował tylko w Ewangeliach? A święty Paweł, czy święty Piotr pisali tylko o swoim spotkaniu ze zmartwychwstałym, a pomijali pusty grób? Pytanie to jest o wiele ważniejsze, gdy przypomnimy sobie, że to właśnie Piotr był w samym grobie i milczy w swoich listach na temat jego pustki.
To oczywiście tylko lekkie dotknięcie tematu pustego grobu. Grobu, który siedzi w cieniu zmartwychwstania, ale też jest potwierdzeniem zmartwychwstania ciała Jezusa.
Zapraszam do własnej refleksji nad tymi czterema fragmentami: Mt 28, 1-8Mk 16,1-8; Łk 24,1-11;J 20,1-10. Ja długo porównywałem różnice między różnymi wersjami opisu odnalezienia przez niewiasty pustego grobu. Dopiero, gdy uświadomiłem sobie, że Ewangelię spisywali różni ludzie, w różnych miejscach, po rożnych doświadczeniach i w końcu piszący do różnych ludzi zdałem sobie sprawę, że oni spisywali to z różnych punktów widzenia. Wybierając to co ważne jest dla nich i ich czytelników, aby jak najlepiej oni mogli poznać Zbawiciela.
Proponuje, abyś i Ty sięgnął po Pismo Święte i ułożył na osobnej kartce chronologiczny plan wydarzeń na podstawie Ewangelii Mt 28, 1-8Mk 16,1-8; Łk 24,1-11;J 20,1-10. Najpierw dla każdej księgi osobno, a następnie wspólnie.
sobota, 11 kwietnia 2009
Wielkanoc
Niedziela Wielkanocna
Czytanie I: Dz 10,34a.37-43;Psalm: Ps 118,1-2.16-17.22-23;
Czytanie II: Kol 3,1-4 lub 1 Kor 5,6b-8;
Sekwencja;
Antyfona: 1 Kor 5,7b-8a;
Ewangelia: J 20,1-9 lub Łk 24,13-35
"Odkupił swe owce Baranek bez skazy, ..." Takie między innymi słowa znajdują się w dzisiejszej liturgii. Słowa te streszczają ostatnie dni, a także ukazują nam przyszłość, którą dzięki Chrystusowi możemy osiągnąć. Trzeba tylko umieć powiedzieć TAK, Jego słowu. A więc: Do dzieła.
czwartek, 9 kwietnia 2009
Liturgia Męki Pańskiej
Wielki Piątek - Liturgia Męki Pańskiej link do czytań
Czytanie I: Iz 52,13-53,12;
Czytanie I: Iz 52,13-53,12;
Psalm: Ps 31,2.6.12-13.15-17.25;
Czytanie II: Hbr 4,14-16; 5,7-9;
Antyfona: Flp 2,8-9;
Ewangelia J 18,1-19,42
W księdze Izajasza czytamy o Kimś, kto "poniósł grzechy wielu, i oręduje za przestępcami". Co więcej o Kimś, kto siebie wydał na śmierći to jeszcze śmierć między przestępcami. Czytając te zdania, a chwilę później opis Męki Pańskiej św. Jana ma się wrażenie, że Ewangelia i Księga Izajasza opowiada o tym samym człowieku, o Jezusie Chrystusie, który oddał życia za wielu grzeszników. Muszę sobie jednak przy tym zadać pytanie: Czy na pewno jest to mowa o tym samym człowieku?
Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadza. Oszpecony człowiek, zjawia się do tego stopnia niespodziewanie, że nikt się go właściwie nie spodziewa, co więcej bierze na siebie nasze boleści. Idąc dalej odnajdujemy w obu tekstach bohatera między skazańcami, czytamy też o tym jak obaj bohaterowie pochylają się nad grzechami innych i to nawet nad grzechami tych, którzy uczynili wiele złego.
Wybitni teolodzy wyszukali by pewnie o wiele więcej podobieństw. Czy to może oznaczać, że Jezus był oczekiwanym przez Żydów Mesjaszem?
wtorek, 7 kwietnia 2009
Jezus o Ciebie walczy
Wielka Środa link do czytań
Czytanie I: Iz 50,4-9a;
Czytanie I: Iz 50,4-9a;
Psalm: Ps 69,8-10.21-22.31.33-34;
Ewangelia: Mt 26,14-25.
Analizując treść czytań, pomyślałem sobie: "no nie, znowu ten Judasz". Nie wiedziałem co z nim mógłbym zrobić. Przeanalizowałem ponownie czytania i ukazała mi się trochę inna prawda. Zobaczyłem Jezusa, który do końca walczy o duszę Judasza; Jezusa, który walczy o każdego z nas mimo tego jak go krzywdzimy.
To właśnie nazwałbym jedną z największych łask, coś co każdy z nas bezwzględu na nasze deklaracje, nasze uczynki i naszą wolę otrzymuje od Boga. Jednocześnie cos co nie ogranicza naszej wolnej woli. Jezus do końca rozmawiał z Judaszem! Nigdy nie powiedział mu, że jest potępionym. Jezus ciągle Go kochał i liczył na zmianę judaszowego serca. Czy ono się zmieniło? Przekonamy się w niebie.
poniedziałek, 6 kwietnia 2009
Zdrada Judasza
Wielki Wtorek link do czytań
Czytanie I: Iz 49,1-6;Psalm: Ps 71,1-6.15.17;
Ewangelia: J 13,21-33.36-38
Chciałbym się pochylić nad osobą zdrajcy. W Ewangelicznym opinie był to Judasz, w życiu zdjacą może być każdy z nas. Jak Jezus traktuje zdrajce? Powiedziałbym, że z pewnego rodzaju delikatnością, bo nie wskazał na niego palcem, nie kazał go zniszczyć ani nawet zatrzymać. Nie da się ukryć, że jednak wskazał, który z apostołów zdradził, albo raczej miał zamiar zdradzić.
Sam akt zdrady zaczyna się jeszcze przed wieczerzą (Mt 26, 14-16, Mk 14,10, Łk 22,3-6), a kończy po wieczerzy w Ogrójcu (Mt 26, 47-50, Mk 14,43-45, Łk 22,47-48, J 18,1-11). Chciałoby się go jednak przedłużyć o próbę zwrotu pieniędzy przez Judasza i jego późniejszą śmierć (Mt 27,3-10, Dz 1,18). Przy czym Mateusz pisze o tym wyraźnie, Łukasz w Dziejach Apostolskich, jakby wskazywał na to, że Judasz był rozłamany i nie wiedział co z sobą zrobić. Drugi z opisów jakby sugeruje potężne wyrzuty sumienia, z którymi Judasz nie potrafił sobie poradzić, wręcz nazwałbym to jakimś opętaniem. Ciężko to ocenić na podstawie tak skromnych informacji. Bez wątpienia jest, że w Judaszu zrodziło się coś w rodzaju żalu. Czy jednak owy żal był wystarczający?
Pytaniem, które w tej kwestii zadajemy sobie najczęściej brzmi pewnie: czy Judasz został potępiony? Oczywiście nie możemy na nie odpowiedzieć. Nie znamy dokładnie duszy Judasza, znamy tylko jego czyny, co więcej nie znamy poziomu jego świadomości tego co czynił ani nawet jego stany psychicznego. Bóg jednak wie o nim o wiele więcej. Mnie osobiście ciekawi, dlaczego tak bardzo interesujemy się zbawieniem Judasza? Może dlatego, że chcemy wiedzieć czy my jako ludzie, którym zdrada nie jest rzeczą obcą, będziemy zbawieni? Chcielibyśmy uzyskać pewność, że nie zależnie od naszego postępowania możemy liczyć na okoliczności łagodzące.
Chyba gdzieś w sercu czujemy, że z Jezusem jesteśmy wtedy, gdy nam się to opłaca, ale gdy widzimy 30 srebrników stojących na wyciągnięcie ręki, jesteśmy przygotowani do oddania za nie wielu rzeczy. Wielu z nas już dawno rzuciło w kąt myśl, o poznaniu życia Jezusa, wielu też dobrowolnie rezygnuje z Chrystusa. Może czas to zmienić?
Słowa Jezusa podającego chleb Judaszowi mimo wszystko nie dają mi spokoju. Powiedział do niego: Co chcesz czynić, czyń prędzej. Przy czym chwilę wcześniej padają słowa ewangelisty, mówiące, że w Judasza wstąpił Szatan. Czyżby zdanie to Jezus kierował właśnie do Szatana? A jeśli tak to daj otwartą pozostaje kwestia Judasza.
Pewny staje się dla mnie, że Jezus w czasie ostatniej wieczerzy nie potępił Judasza. Pewnym jest również, że nie wskazał wyraźnie pozostałym apostołom, że to Judasz jest zdrajcą. Nie potępił go więc wśród ludzi. I my więc go nie potępiajmy. Nie potępiajmy też nikogo innego i okazujmy sobie wzajemną miłość, a być może w taki sposób uda nam się zmienić serca innych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)